|
|
Historie Wyśnione: Zakątek potępieńców autor: Adam Szargut
|
"Pan Mordu zginie,
lecz przed śmiercią spłodzi legion umarłych rycerzy,
a ślad ich przejęcia znaczyć będzie Chaos."
Tako rzecze Mędrzec Zaratustra
|

|
|
3 Listopada 1580 Bangoran - Posiadłość Rolingrock
    DROGI CALVINIE,
    Niestety już ostatni raz piszę do Ciebie z tego adresu, siedząc wygodnie w fotelu (ongiś należącego go mojego pradziadka Henryka) w Rolingrock. Dziś się wyprowadzam i przenoszę się do małej mieściny Rock Castle Yard. Odziedziczyłem tam wielki dom po moim kuzynie Jeremiashu. Był on bardzo dobrymi uczciwym człowiekiem, lecz zarazem bardzo nierozważnym i często pakował się w kłopoty. I tym razem one go nie ominęły. Z wielkim smutkiem i sercem przepełnionym goryczą przyjąłem wiadomość o jego śmierci. Bardzo dziwnej i niepokojącej. Ciało biedaka znalazła jedna z kobiet, które sprzątały Whitetop (tak właśnie nazywa się posiadłość). Jeremiash powiesił się w salonie... lecz w jakże straszny i szaleńczy za razem sposób. Z relacji panny Clary wynikało, iż sznur miał przywiązany do jednej nogi, a głową wisiał w dół. Okropna sprawa nie sądzisz? Dobrze więc, pozostawmy ten temat do czasu, gdy sam zbadam okoliczności tego tragicznego zajścia. Bonnes, mój nowy służący już spakował walizki, a teraz poszedł napoić konie i przysadzić pożywienie dla nas oraz dla koni. Przed chwila zauważyłem jak pakował nasze poduchy i kołdry, więc wnioskuję, iż zaraz wyruszymy w długą, a na dodatek bardzo męczącą podróż. Jak na razie Bonnes spisuje się wzorowo, a jest u mnie dopiero trzeci tydzień. Byłem zmuszony zatrudnić nową osobę do pomocy, gdyż Preechet jak tylko się dowiedział, że będziemy się przenosić ponad 500 mil na północ od Bangoran jego obecnego miejsca zamieszkania (nomen omen miejsca, w którym spędził całe swoje życie) złożył wymówienie. I powiem szczerze nie dziwię się mu ani nie żywię do niego urazy w końcu ma żonę i dwoję dzieci, które potrzebują ojca. Więc rozstaliśmy się w przyjaźni. Obiecał pisać do mnie.
    Z wielkim żalem opuszczam stare dobre mury Rolingrock, które chroniły mnie przez czterdzieści długich lat mojego życia. Lecz pozostawiam to miejsce pełne tak miłych wspomnień z głęboką nadzieją, że Whitetop stanie się moim nowym upragnionym domem. Samotnią i cieczką od rozwijającego się tak szybko świata. Mówiąc prawdę to w to nie wątpię, gdyż jak wiesz uwielbiam pustelnicze życie, które na pewno znajdę w RCYard. Richardzie właśnie podszedł do mnie Bonnes i oświadczył, iż nadeszła chwila pożegnania się z pokojami Rolingrock, gdyż dyliżans już czeka. Obiecuję, że napiszę do Ciebie jak tylko znajdę się w swojej nowej pracowni, w murach Whitetop. Mam nadzieję, iż, gdy przybędę już na miejsce ujrzę żółto brązową kopertę sygnowaną Twoją pieczęcią i jakże cieszącym oczy twoim exlibrisem.
Twój przyjaciel. Przyjaciel na wieki
Joshua
    P.S. Mój nowy adres zapisałem Ci na rewersie koperty. Serdecznie pozdrawiam.
|

|
|
10 Listopada 1580 RCYard - Whitetop
    DROGI CALVINIE,
    Nawet nie wiesz jak to miło znaleźć się w chłodnym pomieszczeniu w moim nowym domu - Whitetop. Po zobaczeniu mojej nowej posiadłości zrozumiałem dlaczego nazwał ja właśnie Whitetop. Jest to wielki dom z białymi ścianami na samym szczycie Shaplewite wzniesienia górującego nad miasteczkiem. Podróż była okropna! Pięć dni jazdy przez las. Monotonia i nic więcej. Jak wiesz jestem typem samotnika i odludka, ale to co przeżyłem podczas przeprawy, przerosło nawet mnie. Uwierz mi, widok przemijanych drzew zbrzydł mi już po 2 dniach.
    Gdy tylko dotarłem na miejsce od razu zabrałem się za pisanie listu do Ciebie. Więc nawet nie zdążyłem obejrzeć reszty domu. Teraz siedzę w starym, śmierdzącym wilgocią i kurzem fotelu w mojej pracowni. (Mam nadzieję, że dziś albo jutro dotrą do mnie moje stare dobre meble. Bardzo się do nich przywiązałem - szczególnie do fotela mojego pradziadka.) Niestety, jestem zmuszony oderwać się od pisania tego listu. Właśnie przyszła panna Clara, więc muszę przygotować herbatę i ukroić kawałek placka. Wiem, że to należy do obowiązków Bonnes'a, lecz on został w miasteczku i próbuje zamówić świeże pieczywo u miejscowego piekarza. Pragnę, by panna Clara przedstawiła mi trochę więcej szczegółów dotyczących śmierci Jeremiasha. Mam także nadzieję zobaczyć jego ciało...
    Panna Clara Joplin właśnie wyszła, więc mogę już powrócić do stołu i pisania listu. Pierwszy raz w życiu słyszałem i widziałem tak okropne rzeczy. Ręce trzęsą mi się jak nigdy wcześniej. Więc wybacz, jeśli będę pisał niewyraźnie albo zachlapię kartkę atramentem. Gdy przyszła w milczeniu wypiła herbatę cynamonową i zjadła kawałek placka ze śliwkami. Dopiero wtedy się odezwała. Rozmawialiśmy przeszło trzy godziny, ale o tym napiszę ci później. Zaraz po naszej długiej rozmowie przeszliśmy do pobliskiego prosektorium. Nie było tam wiele ciał, może trzy albo cztery. Jedno należało do Jeremiasha, a pozostałe do starych mieszkańców RCYard. Po zobaczeniu ciała od razu zapragnąłem dokończyć list i poruszyć bardzo niepokojąca sprawę. Mianowicie... Nie wiem jak to napisać w ogóle. Ciało Jeremiasha było wygięte w bardzo dziwny sposób. Dosłownie jak postać wisielca z kart tarota ciotki Lilith (Jak usłyszałem, że powiesił się na nogę od razu przed moimi oczyma ukazał się obraz Ciotki siedzącej przy swoim małym, śmiesznym stoliku służącym do stawiania tarota i petryfikacji spirytystycznej.). Jednak nie o tym chciałem pisać, więc wróćmy do "sprawy Jeremiasha". Najdziwniejsza w całym tym zajściu jest dziwna rana wypalona na czole mojego kuzyna. Jest to dziwny znak wyglądający mniej więcej w ten sposób X. Nie wiesz, co to może oznaczać? Wiem, że masz w domu Encyklopedię Runów i Dziwnych Znaków, gdybyś był tak miły i spróbował coś dla mnie znaleźć na ten temat. Z góry dziękuję i jestem dozgonnie wdzięczny mój przyjacielu.
    Dziś spędzę pierwszą noc w Whitetop. Wiesz, legenda mawia, iż pierwszy sen w nowym domu zawsze się spełnia, słyszałeś o tym? Jest już strasznie późno, więc udam się już na spoczynek. Bonnes już śpi, więc musze się zachowywać bardzo cicho. Z miasta wrócił zapewne w czasie, gdy ja byłem w prosektorium, nawet nie powiedziałem mu dobranoc ani nie dowiedziałem się co załatwił w mieście. Jutro będę musiał z nim porozmawiać i wypytać o parę szczegółów.
Jak zawsze oddany i wierny przyjaciel
Joshua
|

|
|
12 Listopada 1580 RCYard - Whitetop
    DROGI CALVINIE,
    Whitetop jest po prostu wspaniałe!
    Naprawdę. Jestem tu dopiero czterdzieści osiem godzin, a dom coraz bardziej mnie zaskakuje i na pewno zaskoczy jeszcze nie raz. Jest naprawdę ogromny. Ma aż trzy piętra, plus oczywiście strych. Szkoda tylko, że nie ma piwnicy - chętnie urządziłbym małą winiarnie. Pokoi jest tak wiele, że aż trudno uwierzyć iż samotny człowiek jakim był Jeremiash sam zamieszkiwał to miejsce. Wydaje mi się, że nawet nie widział większej części tych pokoi. Najbardziej spodobały mi się jednak dwa (swoją drogą największe) sale. Mianowicie biblioteka z miliardami starych rękopisów, ksiąg runicznych oraz sitodruków. Jak skończy się cały ten zwariowany galimatias związany z przeprowadzką, będę musiał je dokładnie przejrzeć. Może się uda natrafić na ten dziwny i zarazem przerażający znak . Drugim równie wspaniałym, zadziwiającym jak i troszkę przerażającym miejscem jest (jak głoszą wielkie czarne wypalone litery na dębowej tabliczce na drzwiach) . Gdy po raz pierwszy stanąłem przed tymi drzwiami to pomyślałem, że będzie to pomieszczenie z dużą ilością szklanych, zakurzony gablot wypełnionych różnego rodzaju śmieciami i starociami. Nawet nie wiesz jak bardzo się myliłem. Gdy tylko uchyliłem drzwi uderzył mnie ostry i duszący zapach starości, wilgoci i pleśniejącego materiału. Od razu zrozumiałem co to za miejsce. Jest to pomieszczenie ze ścianami zapełnionymi obrazami wszystkich mężczyzn z rodu Delacroix. Odnalazłem portret mojego ojca jestem bardzo rad iż mogę go znów zobaczyć, chociaż na płótnie. Niestety staroć i wilgoć robią swoje trzeba będzie umówić się z konserwatorem, niech oczyści i ponaprawia uszkodzone działa. Najstarszy obraz jaki znalazłem (I co jest najdziwniejsze najlepiej zachowany ze wszystkich. Jest on umieszczony za szklaną szybą może dlatego wilgoć nie dostaje się do niego tak łatwo.) przedstawiał Yash'a Delacroix i był namalowany w 1307 roku. Sądząc po wieku obrazu musiał to być założyciel rodziny Delacroix oraz najprawdopodobniej osoba która wybudowała Whitetop. Kolejną zaskakującą rzeczą dotycząca obrazu Yash'a jest fakt, iż mój prapra...pradziadek jest łudząco podobny do Jeremiasha.
    Wcześniej przy śniadaniu rozmawiałem z Bonnes'em. Udało się mu zamówić u piekarza świeże pieczywo co ranek. Jednak na bardzo dziwnych warunkach. Pieczywo będzie dowożone do nas do domu ale tylko w słoneczne dni i tylko od strony wybrzeża. Jak relacjonował Bonnes, piekarz dziwnie się wobec niego odnosił. "Jak by się czegoś bał, nawet nie podał mi reki na przywitanie i na pożegnanie. To był o bardzo dziwne panie Joshua - powiedział Bonnes biorąc wielki kęs świeżej bułki z masłem - naprawdę dziwne". Swoją drogą jestem bardzo ciekaw o co chodziło temu piekarzowi. Dziś sam się przejdę do miasta i porozmawiam z ludźmi może się czegoś ciekawego dowiem.
    Oh prawie bym zapomniał miałem ci napisać o czym rozmawiałem z panna Clarą przy herbacie i placku. Od chwili gdy przekroczyła próg Whitetop stała się bardzo nerwowa i niespokojna. Błagała nas żebyśmy jak najszybciej opuścili to miejsce i więcej tu nie powracali. Jak ona twierdzi dom musi być nawiedzony, gdyż wszyscy poprzedni właściciele (oczywiście mężczyźni rodu Delacroix) zginęli w ten sam, przerażający sposób jak Jeremiasz. "W każdą noc o pełni księżyca da się usłyszeć w domu przeraźliwe krzyki, jęki i bardzo dziwne odgłosy.To okropne miejsce, które widziało bardzo dużo śmierci, opuście je dopóki nie jest za późno." Zamilkła na chwilę, dopiła herbatę i powiedziała "Czara krwi się przepełniła, teraz krew przodków będzie krzyczeć i wzywać Pana do siebie. Nic się już nie da zrobić...". Wstała i zaproponowała krótki spacer do prosektorium.
    Teraz idę do miasteczka, dokończę pisać jak tylko wrócę. Napiszę Ci czy coś mnie ciekawego spotkało.
    Już wróciłem ze spaceru po miasteczku, jest niezwykle piękne. Odwiedziłem Siergieja (piekarz o którym już wspominałem) ciężko było mi go namówić na rozmowę, ale udało mi się w końcu. Zachowywał się równie dziwnie wobec mnie jak i Bonnes'a. Rozmawialiśmy tylko dwie albo trzy minuty bo zaraz wykręcił się tym, że musi przygotować ciasto na chleb i bułki. Nie powiedział mi nic konkretnego na temat domu i wcześniejszych mieszkańców. Potwierdził słowa panny Clary iż wszyscy moi poprzednicy zginęli w ten sam sposób.
    "...i ten okropny znak na czole. To był najokropniejszy widok jaki było mi dane oglądać w całym mym zasranym żuciu - wymamrotał Siergiej"
    "Tak całkowicie się z panem zgadam, a że pozwolę sobie pana zapytać, co może oznaczać ten dziwny symbol? Spotkał się pan z takim już kiedyś? - zapytałem" Lecz ten nie odezwał się słowem tylko podniósł wielki worek mąki wysypał na blat i delikatnie rozprowadził. Skierowałem się w stronę drzwi chcąc już opuścić jego przytulną piekarnie kiedy on zawołał
    "Panie Joshua, niech pan zaczeka" zatrzymałem się i odwróciłem na pięcie z otwartymi ustami
    "Skąd Pan zna moje imię, nie pamiętam bym się panu przedstawiał - odparłem jak najbardziej zdziwiony - proszę odpowiedzieć!".
    "Wczoraj był tu Bonnes, to pana służący, nieprawdaż? - odparł bez uczucia"
    "Wole jak nazywa się go lokajem, a najlepiej już po prostu Bonnes'em - rzuciłem nie kryjąc oburzenia - ale nie o tym chciał pan mówić prawda?". Zamilkł ponownie. Nie odzywał się tak przez dobre dwie minuty wiec ponownie skierowałem swe kroki do drzwi. Chwyciłem klamkę, zimną masywną gałkę u drzwi.
    "...nie słyszy pan jej prawda? Nie słyszy pan... - jego słowa wbiły się we mnie jak nóż - oczywiście ze pan nie słyszy, to jeszcze nie pora..."
    "Co pan ma na myśli? - zapytałem drżącym głosem - proszę odpowiedzieć!"
    "...krew przodków krzyczy i wzywa pana... - powiedział nie odrywając oczu o ugniatanego ciasta - ale pan nie słyszy, albo nie chce słyszeć. Proszę pamiętać już nic się nie da zrobić - mówiąc to zniknął w mroku małego pomieszczenie za jego plecami trzymając wielką blachę ze starannie uformowanymi bułeczkami ozdobionymi znakiem piekarni.
    Przyjacielu ja już udam się na spoczynek, nawet nie zauważyłem kiedy zrobiło się tak późno. Jutro przychodzi do mnie listonosz, więc mam nadzieję, że przyniesie mi wieści od Ciebie i Preecheta.
Przyjaciel na śmierć i życie
Joshua
|

|
|
[Zapiski z prywatnego Diariusza Bonnesa]
    NOTATKA 3...
    Nareszcie zakończyło się to całe szaleństwo związane z przenosinami! Meble dotarły i można już spokojnie rozlokować je po całym domu...
    Ludzie w mieście zachowują się bardzo dziwnie, boją się nas, szczególnie Panicza Delacroix. Pan Joshua gdy wrócił ze spaceru był zdenerwowany. Pewnie dowiedział się czegoś szokującego na temat domu. Jak tylko się uda to postaram się coś wyciągnąć z niego.
Niektóre pokoje domu wymagają gruntownego remontu, zapewne nie były odwiedzane przez parę lat, ale tym to już zajmie się konserwator zamówiony do naprawy obrazów...
    Dziś usłyszałem dziwny odgłos w domu, jakby dźwięk płynącej wody. Wiem, że mieszkamy przy morzu, ale to nie to, to brzmiało jakby z podziemi. Bardzo dziwne...
|

|
|
13 Listopada 1580 RCYard - Whitetop
    DROGI PREECHECIE,
    Niezmiernie mi miło, iż do mnie napisałeś.
    Bardzo mi przykro z powodu choroby Twojej żony Joanny. Do listu wkładam parę groszy na leczenie. Mam nadzieję ze w następnym liście otrzymam już same dobre wiadomości. Pozdrów swoją żonę i ukochane córki.
    U mnie wszystko w jak najlepszym porządku, tylko nie jestem za bardzo akceptowany w mieście. Ludzie uważają mnie za wariata, że wprowadziłem się do Whitetop. Twierdzą, że ten dom jest nawiedzony, i że żyją w nim demony. Naprawdę się ubawiłem słuchając ich.
    A co do domu. To bardzo prosiłbym Cię o nazwę tego środka, którego używałeś do tępienia szkodników. Bo bardzo dziwne odgłosy da się słyszeć w moim domu. Jakby karaluchy wielkości kotów chodziły pod domem.
    Moja posiadłość jest ogromna i stoi na dość wysokim wzgórzu, a z pokoju na strychu, w pogodne dni widać nawet wysepkę Tinekerne oddaloną o 550 jardów. To naprawdę zadziwiający widok.
    Wybacz mi, ale muszę kończyć. Mam bardzo dużo zajęć Jeszcze napisze Przyjacielu.
Joshua
|

|
|
15 Listopada 1580 RCYard - Whitetop
    DROGI CALVINIE,
    W końcu napisał do mnie Preechet, niestety przesyła same złe wiadomości. Jego żona jest ciężko chora. Wysłałem mu pieniądze na leczenie mam nadzieję, że się przydadzą i Joanna, wróci do zdrowia. Wiesz, mam prawdopodobnie bardzo nieproszonych lokatorów - bardzo duża rodzinkę karaluchów. Zadomowiły się gdzieś pod domem i przeraźliwie hałasują. Trzeba coś z tym zrobić. Bezapelacyjnie.
    Dziś musisz mi wybaczyć, nie będę się rozpisywał, gdyż lada moment spodziewam się konserwatora, który miał zająć się obrazami w .
    Przykro mi przyjacielu, właśnie rozległo się pukanie do drzwi, przyszedł konserwator, wiec już będę kończył obiecuje, że jutro napiszę coś więcej. O wiele, wiele więcej.
    Do przeczytania Calvinie, do przeczytania...
Joshua
|

|
|
16 Listopada 1580 RCYard - Whitetop
    DROGI CALVINIE,
    Nigdy nie zgadniesz co się stało! Podczas renowacji! Obrazów przyjrzałem się bardzo uważnie obrazowi Yasha Delacroix. Nie zgadniesz jaki znak widniał na ramie obrazu. Tak właśnie ten sam co na czołach moich przodków, ale to nie koniec zaskoczeń. Poleciłem jak najszybciej zdjąć ten obraz. Konserwator mimo sprzeciwu (gdyż jak twierdził obraz może ulec bardzo nagłemu zniszczeniu) zrobił to o co go poprosiłem. Okazało się, że za obrazem jest mała półeczka, na której znajduje się
dziwna księga oprawiona w skórę. Oczywiście na okładce wypalony był ten znak .O dziwo tekst jest bardzo wyraźny ale nie potrafię go odczytać. Napis na pierwszej stronie głosi:
Hacuysnkloids aklud amwktfrcpahguonb, yazdsjumenbkajłss alkud Ćerpenikmiś: meatzgsbasłagdo i kgasnrz ęejfasd Esibngdhutłroyp arn i Ceotnyłuójp. Deórhbcjakz i arn Deórhbcfsrw arn ęeijs Meatchanrvwdz. Ćdefzbsmylłjsgu okg łtgbónm śgyjbka seorłng jgóbwas ęrztsgobnrzaw ijlaabtms i avijnseginmeafk z yrzgchijztd jeeswaodłfagj jdemt Daófrbśnw.
Yeervtayl Rsoddfngahzjs Nxovtbnna
    Nie mam pojęcia co to oznacza, ale wierzę ze uda się odnaleźć klucz do tych słów.
Twój przyjaciel
Joshua
|

|
|
20 Listopada 1580 RCYard - Whitetop
    DROGI CALVINIE,
    Razem z Bonnesem zadecydowaliśmy zdjąć resztę obrazów w nadziei, iż znajdziemy jakieś rozwiązanie bądź klucz do słów zawartych w tej dziwnej księdze. Istotnie tak się stało znaleźliśmy dość dziwy pergamin pisany krwią, najdziwniejsze jest to, że znajdował się za obrazem Jeremiasha.
Był na nim napis:
    Szyfr jest mimo pozorów bardzo prosty, jest zapisany na zasadzie odwróconych wyrazów a miedzy litery każdego słowa wstawione są dowolnie litery. W końcu rozszyfrowałem napis z pierwszej strony tej księgi. Napis po odkodowanie brzmi.
Wśród tej jałowej dziczy z kamienia i stali wznoszę swój głos abyś mógł go usłyszeć. Zwracam się na Wschód i na Zachód. Północ i na Południe daję znak i ogłaszam: Śmierć dla słabeuszy, bogactwa dla silnych!
.
Jest to pierwsza prawda Szatana zawarta w księdze Ognia.
Zupełnie nie cieszy mnie fakt, iż tekst pochodzi z Biblii Szatana. To mi pachnie problemami dużymi.
Joshua
|

|
|
23 Listopada 1580 RCYard - Whitetop
    DROGI CALVINIE,
    Miałem strasznie dziwny sen dzisiejszej nocy. Śniła mi się kobieta, nie znam jej, nie widziałem jej wcześniej. Nic w tym dziwnego, że śniła mi się śniła, ale dziwne jest to co robiła w moim śnie. Ona uprawiała sex, nie wiem z kim, w śnie byłem tylko obserwatorem. Nie uważasz ze to bardzo dziwne? Nigdy nie miałem takiego snu.
    Przyjacielu, zacząłem powoli tłumaczyć tajemniczą księgę. Okazuje się, że ten pergamin to mapa. Mapa prowadząca do podziemnego miejsca nazwanego Zakątkiem Potępieńców. Jednak dziwne jest to ze bardzo oglądałem ten pergamin i nic na nim wiedziałem. Zobaczymy co powie konserwator dziś ma przynieść tą 'mapę'.
    Konserwator właśnie opuścił mój dom. Zastawił mapę i powiedział, że odnalazł tylko napis
Krew 'Ostatniego' woła i ona wskazuje drogę...
    Jak uważasz co oznaczają te słowa?
    W domu ostatnio dzieją się coraz dziwniejsze i bardziej niepokojące rzeczy. Ten dziwny dźwięk płynącej wody nie chce ucichną, ba staje się coraz mocniejszy i mocniejszy. Gdy przechodzę przez salon w którym zabił się Jeremiash, okna nagle zaczynają się trząść, zegar na ścianie zaczyna się kręcić z niesamowitą prędkością, a wentylator umieszczony na suficie, choć włączony przestaje się obracać. Gdy tylko opuszczam pokój wszystko wraca do normy. Przerażające...
Przyjaciel
Joshua
|

|
|
[Zapiski z prywatnego Diariusza Bonnesa]
    NOTATKA 16...
    Ten dom jest okropny. Coraz bardziej się go boje. Nie wiem co się dzieje. Gdy Panicz Joshua przechodzi przez 'Salon Światła' (tak Yash nazwał pokój gościnny z powodu, gdyż ściany i sufit w tym pokoju są ze szkła i idealnie przepuszczają promienie słońca) dzieją się dziwne rzeczy, a gdy ja po nim przechodzę nie dzieje się nic dziwnego. Lecz także słyszę te odgłosy płynącej wody. One szczególnie nasilają się w nocy, gdy księżyc świeci przez okrągłe okno w Salonie Światła.
|

|
|
[Zapiski z prywatnego Diariusza Bonnesa]
    NOTATKA 20...
    ...nie, nie... już nie mogę zaraz zwariuję...
Ten dźwięk... okna ... zegary... wszystkie... nieeeeee
|

|
|
25 Listopada 1580 RCYard - Whitetop
    DROGI CALVINIE,
    Z Bonnesem jest chyba coś nie tak, dziwnie się zachowuje ostatnio. W ogóle bardzo, źle wygląda.
    Wiesz Przyjacielu, chyba odnalazłem rozwiązanie słów z mapy. Przeczytałem o tej mapie w tej wielkiej księdze. Pisze tam, że ta mapa jest kluczem. Użyć go może tylko 'ostatni' żyjący z rodu. W tym wypadku chodzi o mnie. Mapa musi zostać splamiona krwią w nocy koniunkcji trzech planet Jowisza, Saturna oraz Wenus. Stanowiących tak zwany palec diabła. Ceremonia musi być wykonana podczas pełni księżyca. Krew musi popłynąć z żyły prawego nadgarstka.
    Już podjąłem decyzje jutro w dzień koniunkcji dokonam ceremonii i zobaczymy co się wydarzy.
    Właśnie otrzymałem telegram. Straszna wiadomość. Dzieci Preecheta zostały zamordowane w lesie podczas przeprawy do mnie. To okropne tyle śmierci na jeden raz. Boże co się dzieje?
Na zawsze oddany
Joshua
|

|
|
[Zapiski z prywatnego Diariusza Bonnesa]
    NOTATKA 25 [Ostatnia]...
    Już nie potrafię... znosiłem to długo, ale już nie mogę. Nie daję rady. Musze to zrobić. Muszę...
|

|
|
26 Listopada 1580 RCYard - Whitetop
    Paniczu Joshua,
    Proszę o wybaczenie, ale już nie mogę, nie... nie daję już rady. Nie radze sobie. Nie potrafię już znieść KRZYKU. Pan nie słyszy... prawda? To nie szum wody. Całe życie mieszkałem nad wodą i potrafię rozpoznać ten dźwięk. To z pewnością nie jest szum wody! To krew przodków pana wzywa to ona, ona krzyczy. Dlaczego panicz togo nie chce pojąc? Wykonanie tego rytuału, który zamierza pan wypełnić, wszystko zmieni. Już nie będzie tak samo. To pana zniszczy o ile nie zabije!
    Bardzo się boje o pana i pragnę by pan przemyślał to co robi. Wykonywanie rytuałów z tej przeklętej biblii może mieć tragicznie skutki. Mam bardzo złe przeczucia.
Boję się czegoś, boję się, że pan, że pan zginie. Że coś pana zabije...
... Będzie chciało
... będzie próbowało
... będzie rozmawiać...
...
Proszę o wybaczenie.
|

|
|
26 Listopada 1580 RCYard - Whitetop
    DROGI CALVINIE,
    To miał być wspaniały dzień drogi Calvinie, a stało się coś strasznego. Bonnes popełnił samobójstwo. Wypił pół litra rtęci. Znalazłem go na strychu, przy półce z odczynnikami chemicznymi. Leżał tak na ziemi. Leżał nic nie mówił tylko rtęć mu w ustach została, nie zdążył nawet przełknąć całości to okropne. Boże co to się dzieje. Czy to ten dom tak wszystkich zabija? Calvinie pomóż. Co się dzieje? Zostawił Mi tylko list, w nim napisał bardzo dziwne słowa:
Boję się czegoś, boję się, że pan, że pan zginie. Że coś pana zabije...
... Będzie chciało
... będzie próbowało
... będzie rozmawiać...
    Myślę, on coś wiedział, ale nie chciał mi powiedzieć. Ostatnio też czytał tę księgę oznaczoną . Od tamtej chwili zaczął się dziwnie zachowywać, dlaczego dopiero teraz to sobie uświadomiłem. Dlaczego tak późno. Wydaje mi się, że znalazł cos w tej księdze. Obawiam się, że ona miała dwa kody. Jeden z nich odkryliśmy, jeden pozostał nie odkryty. Zapewne drugim kodem zostały zapisane następstwa, które będą miały miejsce po wykonaniu ceremonii. Jestem przekonany iż Bonnes odkrył to lecz nic mi nie powiedział...
    Trzeba się podnieć po upadku. Trzeba wstać i iść dalej. Niech się dokona, co ma się dokonać. Dom chce mojej krwi, krwi ostatniego Delacroix, więc ją dostanie. Poczekajmy tylko do nocy.
    Przyjacielu, musisz być przygotowany na najgorsze. To być może jest niestety ostatni mój list pisany do Ciebie. Mogę nie przeżyć nocy...
Zawsze Kochający przyjaciel na śmierć i życie
Joshua
|

|
|
2 Grudnia 1580 RCYard - Piwnice Whitetop - Zakątek Potępieńców
    DROGI CALVINIE,
    Tu na dole jest pięknie (przynajmniej w pewnym względzie. Pięknym nie można nazwać miasta, które nie funkcjonuje przynajmniej od 1000 lat). Zakątek Potępieńców to nie jest bajka, tak jak mi się wydawało. Miejsce ów jest upadłym miastem. Leżącym od wieków pod moim domem. Jest 'piwnicą' której nie miałem, a zawsze pragnąłem mieć. Udało się. Jeszcze nie zwiedziłem całego Zakątka, nie miałem jak i gdzie. Po wykonaniu ceremonii straciłem przytomność. Obudziłem się po pięciu dniach od jej wykonania. Jakimś cudem, nie wykrwawiłem się na śmierć. Prawy nadgarstek, z który rozciąłem w celu pobrania krwi, był ładnie opatrzony, a samo rozcięcie w skórze zszyte wprawna ręką. Najdziwniejsze jest to, iż ceremonie wykonywałem w Salonie Światła, na samym dole posiadłości, a obudziłem się mojej pracowni, na poddaszu. Ktoś musiał mnie tam wnieść. Na dodatek zaś śniła mi się ta kobieta. Niewysoka dama o platynowo - białych włosach opadających na gładkie ramiona. Miała przepiękne oczy. Nigdy nie zapomnę ich koloru. Piękny kasztanowy brąz. Jak już wspominałem śniła mi się wcześniej wiele razy, jednak zawsze byłem tylko obserwatorem. Dzisiaj było zupełnie inaczej. Ona uprawiała sex ze mną. Czy to nie dziwne? Jak zapewne pamiętasz tak jak mówiłem nigdy nie odezwała się słowem, lecz tym razem przemówiła. Szepnęła swoje imię. Nie zrozumiałem go dokładnie. Brzmiało coś na styl Ororo.
    Zapewne jesteś ciekawy jak przebiegała ceremonia i w jaki sposób otwiera się drzwi do Zakątka Potępieńców. Przygotowania do niej były bardzo ciężkie i żmudne. W mojej wielkiej bibliotece musiałem odszukać sześć rycin oznaczonych znanym Ci już exlibrisem. Jednak to nie było najtrudniejsze, gdyż jak zapewne się domyślasz grzbiet każdej książki zawierającej ryciny był oznaczony. Kolejną wymaganą czynnością było wyrycie w ziemi pięcioramiennej gwiazdy zwanej pentagramem i umieszczenie na każdym z ramion dużej świecy. Gdy wszystkie świece zapłonęły stanąłem na samym środku pentagramu.
    Spojrzałem w górę, na okrągłą szybę w szklanym suficie. Księżyc nie znajdował się jeszcze idealnie nade mną, więc miałem jeszcze chwile czasu. Wyjąłem zatem rytualny nóż, który znalazłem w bibliotece za jedną z książek, w których znajdowały się ryciny. Każda rycina była sygnowana cyfrą oznaczająca ramie na, którym ma spocząć Ostatnia Szusta rycina przedstawiająca Bramę Piekła sygnowana była nie tylko cyfrą sześć, ale także LCF co jak mniemam oznacza samego Lucyfera. Ta rycina miała zostać umieszczona dokładnie na środku pentagramu, pod moimi nogami. To na nią miała spłynąć krew wyciekająca z mojego nadgarstka. Ponownie spojrzałem w górę. Światło księżyca spłynęło z nieba wprost na mnie. Nie zastanawiając się ani chwili zacisnąłem nóż w lewej dłoni i uderzyłem w miejsce tuż nad zakończeniem prawej dłoni wyjąłem ostrze z pulsującej rany, a rękę opuściłem swobodnie w dół, by krew mogła wypłynąć i spaść na ziemię. Zacząłem wypowiadać słowa. Słowa których nie rozumiałem. Przeraziło mnie to iż nie ja je wypowiadałem lecz coś lub ktoś przeze mnie przemawiał. Słowa te brzmiały (aż sam się dziwię, że je zapamiętałem bez problemu. One można by rzec wypaliły się w mojej pamięci już na zawsze) mniej więcej tak:
In nomine Dei nostri Satanas Luciferi excelsi!
W imię Szatana, Władcy ziemi, Króla świata, nakazuję siłom Ciemności obdarzyć mnie swoją Piekielną mocą! Otwórzcie szeroko bramy Piekła i wyjdźcie z otchłani, aby przywitać mnie jako swego brata i przyjaciela! Obdarzcie mnie zaspokojeniem, o którym mówię! Przyjąłem wasze imię jako część samego siebie! Żyję jak zwierzę na polu radujące się swoim cielesnym życiem! Obdarzam łaską sprawiedliwych i przeklinam zepsutych! Na wszystkich Bogów Piekła - rozkazuję, aby stały się rzeczy, o których mówię! Wyjdźcie i odpowiedzcie na wezwania poprzez spełnienie moich życzeń! Otwórzcie szeroko bramy. Niech Zakątek Potępieńców zostanie otwarty na moje oczy.
Ilasa micalazoda olapireta ialpereji... beliore: das odo Busadire Oiad ouoaresa caosago: casaremeji Laiada eranu berinutasa cafafame das ivemeda aqoso adoho Moz, od maoffasa. Bolape como belioreta pamebeta. Zodacare od Zodameranu! Odo cicale Qaa. Zodoreje, lape zodiredo Noco Mada, hoathahe Saitan!
    Gdy skończyłem wypowiadać tę Piekielną Inwokację światło księżyca stało się tak jaskrawe iż nie byłem w stanie otworzyć oczu. Wtem jakaś niezidentyfikowana siła podniosła mnie do góry. Skuliłem się do pozycji embrionalnej i objąłem się za ramiona - zrobiło się mi się przeraźliwie zimno. Gdy światło przytłumiło się zauważyłem nawet, że leci mi para z ust. Spojrzałem na podłogę miejsce wyciętego pentagramu zastąpiła brama. Wyglądała naprawdę przerażająco.. Księżyc zaś się rozświetlił, lecz tym razem jeszcze mocniej. Zacząłem powoli opadać na ziemię. Gdy poczułem, że stopami dotykam podłoża (które było bardzo miękkie, jak bym stanął w błocie lub na mokrej trawie) otworzyłem oczy lecz nic nie ujrzałem gdyż panował tu straszny mrok.
    Nagle coś błysnęło mi przed oczyma. To było dziwne jak by ktoś zapalił zapałkę tuż przy moich oczach i od razu ja zgasił. Gdy oślepiony ostrym światłem 'odzyskałem' wzrok zorientowałem się, że jestem w jakimś starym kościele. Stałem tuż przed ołtarzem okrytym czarnym całunem. Na stole ceremonialnym leżała naga kobieta rękoma i nogami przywiązanymi grubym sznurem do haków w stole. Za ołtarzem stał mężczyzna ubrany w czerwona szatę. Trzymał nóż dziwnie powyginany i jarzący się niebieskim blaskiem. Kapłan ów wymawiał dziwne niezrozumiałe słowa. Chciałem stamtąd uciec lecz nie mogłem się poruszyć. Krzyczałem do niego żeby przestał się odzywać, ale nie wydobywał się ze mnie żaden dźwięk. Nagle kapłan opuścił rękę trzymającą nóż prosto w serce kobiety...
    Wtedy z krzykiem obudziłem się w swoim łóżku.
    Z początku wydawało się, że to tylko zły sen, ale gdy popatrzyłem na opatrzone ręce zrozumiałem jak bardzo się myliłem. Dziś spróbuję zejść do Zakątka, może tym razem uda mi się swobodnie poruszać.
Oddany
Joshua
|

|
|
8 Grudnia 1580 RCYard - Piwnice Whitetop - Zakątek Potępieńców
    DROGI CALVINIE,
    Przyjacielu, święta coraz bliżej, a ja spędzę je sam - niestety. Od czasu napisania ostatniego mojego listu, codziennie po kilka razy próbowałem zejść do Zakątka, bez skutku. Dalej nie potrafię się po nim swobodnie poruszać. Za każdym zejściem działo się dokładnie to samo co za pierwszym razem. Przenosiłem się do starego śmierdzącego pleśnią i wilgocią kościoła podczas tej dziwacznej ceremonii. Powroty wyglądały także tak samo. Po prostu budziłem się w swoim łóżku na piętrze nie pamiętając jak się tam znalazłem. Jedyną rzeczą jaka się zmieniła od czasu pierwszego zejścia to ceremonia przejścia. Tym razem już nie musi to być noc z koniunkcja planet. Przechodzenie jest dużo łatwiejsze, gdyż może być wykonywane w ciągu dnia. Wystarczy, że stanę na miejscu w którym był pentagram i wypowiem słowa
'W imię Szatana Otwórzcie szeroko bramy Piekła i wyjdźcie z otchłani Niech Zakątek Potępieńców zostanie otwarty na moje oczy'.
    Dzisiaj spróbuję przenieść się jeszcze raz, o ile tym razem się nie uda to będę musiał przeszukać dom i bibliotekę w poszukiwaniu jakichś wskazówek. Pozwolisz, że ten list zakończę szybko, tak jak wspomniałem chcę spróbować wejść do Zakątka i móc sie swobodnie poruszać.
Joshua
|

|
|
12 Grudnia 1580 RCYard - Piwnice Whitetop - Zakątek Potępieńców
    DROGI CALVINIE,
    I znów przesiedziałem dwa długie dni w bibliotece. Nie jest juz ona tak przyjemnie chłodna jak to mi sie wydawało w upalne dni. Wczoraj spadł pierwszy śnieg. Padało ponad dwadzieścia godzin i to bardzo siarczyście. Na dzień dzisiejszy jestem odcięty od świata. Szczerze mówiąc to tą alienacje i odcięcie od świata czułem od samego początku. Zachowanie ludzi wobec mnie i te okropne głosy. No ale nie o tym miałem pisać. Siedziałem długo w tej bibliotece i nie zgadniesz wiem co trzeb zrobić by swobodnie sie poruszać po Zakątku. Muszę mieć na palcu pierścień. Znajduję się on w salonie, jest zamontowany jako jedno z ogniw łańcucha na którym wisi żyrandol.
    Po 3 godzinach walki w łańcuchem udało mi się go zerwać. Pierścień jest piękny. Gruby, zdobiony tekstem mówiącym o Szatanie. Tak jak się zapewne domyślasz znajduje się na nim ten chory znak. Wieczorem wejdę do Zakątka i sprawdzę czy rzeczywiście uda mi się po nim poruszać bez problemu.
    Jeśli mi się uda to napiszę do Ciebie zaraz po przebudzeniu.
Twój
Joshua
|

|
|
15 Grudnia 1580 RCYard - Piwnice Whitetop - Zakątek Potępieńców
    DROGI CALVINIE,
    To co zobaczyłem tam na dole w Zakątku odcisnęło trwały ślad w mojej psychice. Zakątek podczas pierwszych wejść (gdy nie potrafiłem się jeszcze po nim swobodnie poruszać) wyglądał jeszcze jako tako - po prostu zaniedbane miasto. To co stało się z nim teraz jest okropne. Wygląda jak by przez dziesiątki a nawet setki lat nikt tam nie zaglądał. Wszędzie unosi się słodka woń przegniłych ciał. Co najdziwniejsze nigdzie ich tam nie ma. Zajrzałem do kilku domów...
...
byłem też w szpitalu oraz sklepie lecz tam też nic nie było.
    Miejsce to stało się do tego w pewien sposób przerażające. Uciekam stąd. Jutro powrócę.
    Teraz pozostaje tylko pytanie jak uciec. Zawsze byłem w swój sposób wyrywany z Zakątka. Teraz gdy mogę już swobodnie przemieszczać się po nim żadna siła mną nie włada. Zobaczę co się stanie gdy zdejmę pierścień.
...
|

|
|
17 Grudnia 1580 RCYard - Piwnice Whitetop - Zakątek Potępieńców
    CALVINIE,
    To było najgorsze przeżycie w moim marnym i nic nie wartym życiu. Nigdy jeszcze się tak nie bałem jak tej nocy gdy zdjąłem pierścień z palca w Zakątku. Gdy postanowiłem zdjąć ten pierścień stałem na jakimś polu. Gdy to uczyniłem wszyscy nagle się pojawili, wszystko stał się nowe, jak by całe podziemne miasto ożyło.
    O dziwo nie straciłem od razu kontroli nad sobą. Usłyszałem za sobą kroki, ktoś biegł... poczułem, iż tracę kontrole nad ciałem. Zdołałem się jeszcze obrócić... to co wtedy zobaczyłem mnie tak bardzo przeraziło. Ujrzałem mojego kuzyna Jeremiasha, jego twarz była wykrzywiona w chorym, psychodelicznym uśmiechu. Biegł w moją stronę trzymając postawiona na sztorc kosą na grubym palu. Biegł i krzyczał "Krew wola... Usłysz wołanie. Przybądź... nie daj się wołać..." wtedy zamilkł na chwilę, zagulgotał i odciął mi obie nogi. Upadłem z trzaskiem pękających kości na ziemię.
"Przybędziesz tu jeszcze raz wtedy porozmawiasz z Yash'em" przepowiednia się dokona i będziemy uwolnieni. Teraz jednak musisz zginąć..." Wypowiadając te słowa wbił kosę prosto w moje gardło...
...Sen...
tak znowu śniłem. Ororo szeptała. Ororo to moje imię. Zapamiętaj. ORORO. Szept brzmiał w mojej głowie. Co ja robie w łóżku. Przy mnie leży naga kobieta. Platynowe włosy zakrywały jej ramiona. Odgadnąłem je zgrabnym ruchem. Mruknęła. Pogładziłem ją po idealnie miękkim policzku. Nie chciałem by sie zbudziła. Na ramieniu miała tatuaż, nie było go wcześniej. Na pewno nie, zauważyłbym. Było to przełamane serce oplecione białą różą. Serce krwawiło, kapała z niego krew. Spływała na wstęgę na której było wypisane imię. ..
... Dzwonki słyszę dzwonki... co się dzieje. Co to znaczy...
Otworzyłem oczy. Dalej leżałem w łóżku. Tym razem sam. Było cicho i spokojnie. Za oknem padał drobny śnieg.
    Za tydzień wigilia.
... Mam bandaż na szyi...
Z pierwszymi świątecznymi życzeniami
Joshua
|

|
|
24 Grudnia 1580 RCYard - Piwnice Whitetop - Zakątek Potępieńców
    DROGI CALVINIE,
    To już jest koniec. Muszę to zrobić, muszę tam zejść. To juz chyba ostatni list napiszę Ci w nim wszystkie ostatnie wydarzenia będę je spisywał na bieżąco. Boję się lecz czuje, że muszę to zrobić.
    Krzyk... stał się już zbyt silny, on jest jak uporczywy smród. Wraca tylko wtedy gdy nie chce się do już słyszeć. Słyszę wyraźne wołanie "Podejdź, chodź... przybądź do nas..." ciągle to samo. Brak mi sił dlaczego to tak boli. To jest nie do zniesienia...
    Stoję w Salonie u progu bramy Zakątka (wybacz za moje nierówne pismo lecz tak jak obiecałem będę pisał na bieżąco). Pierścień Wolności i Swobody (taką nazwę pierścienia odnalazłem w starych księgach) mam już na palcu. ...
...
...
...moim oczom ukazał się majestatyczny i dumny budynek starego kościoła w zakątku. Po raz kolejny słyszę odgłosy 'Mszy'. Mogę się poruszać - to dobrze. Właściwe miejsce właściwy czas, nareszcie. Cieszę się. Moje przeznaczenie może się wypełni. Wydaje mi się, że to wszystko było ukartowane. Śmierć Jeremiash'a, obrazy, księgi z kodami, przykre samobójstwo Bonnes'a. Moja rola jest dziwna i ukryta. Wchodzę do kościoła...
To co ujrzałem przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Widziałem to co zobaczyłem podczas pierwszego pobytu w zakątku. Kobieta leżąca na ołtarzu, człowiek z nożem, krew, ból i cierpienie. Wszystko było takie same z jednym małym wyjątkiem rozumiałem słowa które wymawiał kapłan. Bardzo dobrze je rozumiałem. Kapłan wypowiadał słowa Piekielnej Inwokacji Zaklinającej Zniszczenie:
"Spójrzcie! Potężne głosy mej zemsty rozbijają nieruchome powietrze i stoją jak posągi gniewu na równinie skręcających się węży. Staję się potworną maszyną zniszczenia dla jątrzących części ciała tej, która mnie chce powstrzymać. Nie czuję skruchy, że me wezwania jadą na skrzydłach wichury, co wzmacnia ukłucie mej goryczy; a wielkie, czarne, oślizgłe kształty powstaną z jam i zwymiotują swe wrzody do jej mózgu. Wzywam posłańców przeznaczenia - niech uderzą z ponurym zachwytem w ofiarę, którą wybrałem. Milczący jest ten ptak, co żywi się mózgiem tej, co mnie prześladuje, a jej agonia niech odbędzie się w skomleniu i bólu, i niech będzie to ostrzeżeniem dla tych, co mego jestestwa nienawidzą. Przybądź w imię Abaddona i zniszcz ją, której imię podaje jako znak. Wielcy bracia nocy, ty, co mnie pocieszysz, który wzlatasz na gorących wichrach Piekieł, który mieszkasz
w świątyni diabła; porusz się i pojaw! Pokaż się tej, co żywi zgniłość umysłu napędzającego mamroczące usta kpiące ze sprawiedliwych i mocnych!; wyrwij ten bełkotliwy język i zamknij gardło. O Kali! Przekłuj płuca jej żądłami skorpionów. O Sachmet! Wrzuć substancję jej w przeklętą pustkę. O potężny Smoku! Rzucam w górę dwudzielne widły Piekła, a poświęcenie me przez zemstę na ich zęby wbite w oślepiającym blasku - niech spoczywa Shem ha-Meforash! Chwała Szatanowi!! [1]
Tymi słowami Kapłan zakończył ceremonie wbijając sztylet w pierś kobiety. (Pamiętasz ostatnio w tym momencie zostałem wyrwany z Zakątka) Tym razem czas się zatrzymał. Kapłan zszedł z ołtarza i podszedł do mnie spokojnym, powolnym krokiem. Dotknął ręką mojej szyi i powiedział "Witaj, wreszcie jesteś i mam możliwość ujrzeć cię..." odpiął maskę zapiętą z tyłu głowy... Jego siwe długie włosy opadły na ramiona. Od razu poznałem tę twarz.
"Yash...!? Jak to ty przecież..." przerwał mi...
"... Tak nie żyję" Jego usta wygięły się w szczerym uśmiechu "Widzisz zakątek to miejsce tajemnicze tu żyjemy wszyscy i nie żyje nikt, myślisz teraz, że jest ładnie pięknie? Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz odwróć się proszę." Z niechęcią zrobiłem to o co poprosił. Zobaczyłem Jeremiash'a, tym razem trzymał sierp. Uderzył mnie w tył kostki i rozciął ścięgno Achillesa.
Upadłem na ziemię krzywiąc się z bólu.
"Co? Dlaczego! Dlaczego! Mnie krzywdzicie?""Kara Za grzechy. Splamienie Krwi dlatego cię wzywa!" Powiedział podniesionym głosem Jeremiash. "HE HE HE nie znasz legendy prawda? Ja też nie znałem wprowadzając sie tam, nikt z rodziny Delacroix jej nie znał" Yash się zaśmiał. "Kto przekroczy próg Whitetop zginie, sam dokonując przeznaczenia. Przeklęta rodzina Delacroix zniknie z Ziemi, zabijając się sama." nikt tego nie wiedział NIKT.
"Ale czemu dlaczego? Kto? Za co ta klątwa?" pytałem."Moja matka dokonała największej z możliwych zbrodni, zabiła człowieka. Zdradziła mnie a na koniec stosunku zabiła kochanka. Kochanek był moim przyjacielem Hesus La Shera. Wieść o jego śmierci obiegła całe RC Yard. Dotarła także do jego żony Cynthi. To ona rzuciła na naszą rodzinę te klątwę. To prze nią nie możemy umrzeć. Stara wiedźma.
Umierała z uśmiechem na ustach kończąc inwokacje przekleństwa. Z naszej rodziny pozostałeś tylko ty. Musisz się zabić musisz. Nasza rodzina cierpi od wieków tylko ty zostałeś tylko ty. Zrób to najszybciej jak potrafisz..." Yash przerwał na chwilę. Wszyscy usłyszeliśmy płacz dziecka. Niemowlaka. "...musisz" dokończył Yash.
"MUSISZ" Krzyknął.
Krzyknął tak głośno...
...płacz dziecka... dzwonki... ...krzyk...
Obudziłem się. Przez chwilę nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Leżałem na podłodze. W reku trzymałem sierp Jeremiasha. Wybacz muszę tego dokonać by ratować rodzinę ...
OD AUTORA
Było to pierwsze opowiadanie. Pierwsza opowieść z cyklu pięciu historii. Pierwsza 'Historia Wyśniona'. Historia tragiczna, ale zarazem śmieszna i przerażająca. Już niedługo pojawi się nowa opowieść. Kolejna 'Historia Wyśniona'...
Koźle 2006
ADAM SZARGUT
AKTUALNE INFORMACJE NA TEMAT OPOWIADAŃ
ZNAJDUJĄ SIĘ NA STRONIE INTERNETOWEJ
www.AEM.glt.pl
ZAPRASZAM
PRZYPISY
[1] Wszystkie modlitwy i ceremonie pochodzą z Biblii Szatana 1968r.
|
|
| | | |
| |
Subskrypcja |
|