|
|
najgorszy mini-serial na podstawie Kinga
|
Z ekranu, gdzie cała moc tkwi,
Stukostrachy, Stukostrachy
zamykają oczy mi.
Chciałbym by finał nastąpił już,
oby koniec Stukostracha był tuż tuż...
... niestety całość trwa 180 minut, więc trzeba trochę cierpliwość i wyrozumiałości by obejrzeć ten jakże mało ciekawy film.
W przypadku tego tytułu muszę na początku zaznaczyć, że bardzo lubię powieść Kinga, która posłużyła za materiał wyjściowy do ekranizacji. Oczywiście, że jest ona wypełniona po krawędzie kartek większymi lub mniejszymi głupotami, ale King napisał to w taki sposób, że łyknąłem tą opowieść bez jakichkolwiek problemów. Przedstawił nam małe miasteczko, które musi się zmierzyć z nieznanym - dla mnie był to punkt wyjścia, który jak zwykle okazał się wystarczający by wystawić pozytywną ocenę Kingowi.
Ale filmowcy kolejny raz udowodnili, że niektóre rzeczy niezwykle trudno jest przenieść na ekran. Muszę jednak zaznaczyć, że sam scenariusz nie jest tak fatalny jakby mogło się wydawać. Odpowiedzialny jest za niego Lawrence D. Cohen, czyli scenarzysta świetniej "Carrie", oraz całkiem udanego "To". Wyciągnął z powieści niektóre wątki, inne w niej pozostawiając, dzięki czemu otrzymujemy całkiem spójną całość. W końcu wiele osób zarzucało powieści zbytnią rozwlekłość i nagromadzenie zbyt wielu niepotrzebnych historii. Scenariusz dawał więc nadzieję na w miarę udaną ekranizację, która spokojnie by mogła zadowolić przynajmniej fanów.
Niestety faza produkcji i postprodukcji wszystko zniszczyła. Najbardziej chyba męcząca jest fatalna gra aktorska. W głównych rolach zatrudniono niby aktorów telewizyjnych, ale zapomnieli chyba oni, że w filmie telewizyjnym oczekuje się od nich nieco więcej niż w serialu. Jednak prawdziwym utrapieniem jest oglądanie postaci drugoplanowych, których całkiem sporo jest w tej produkcji. Wisienką na tym przeterminowanym torcie było zatrudnienie w jednej z ról Traci Lords, czyli aktorki filmów porno, która zasłynęła tym, że występowała w nich jeszcze jako osoba nieletnia czyniąc te produkcje nielegalnymi...
Nie potrafię również nie skomentować efektów specjalnych. Zdaję sobie sprawę, że trudno było o ich dobre wykonanie w produkcji telewizyjnej na początku lat 90tych, ale w przypadku ekranizowania powieści sci-fi można by się postarać o trochę większy budżet. Obecnie trudno po prostu wytrzymać taką żenadę na ekranie.
By podsumować dwa poprzednie akapity wystarczy sobie wyobrazić scenę, w której aktorka porno celując w dwóch policjantów ze zmodyfikowanej szminki wypowiada słowa "Bye, bye boys", by po chwili wystrzelić ze swojego śmiercionośnego urządzenia zielonymi strumieniami powodującymi zniknięcie dwóch mężczyzn. Na koniec dostajemy jeszcze ujęcie w którym 'aktorka' dmucha w szminkę w taki sposób jakby była to lufa pistoletu....
Niezwykle wysoko cenię sobie "Maksymalne przyspieszenie". Uwielbiam ekranizację "Maglownicy". Ale niestety "Stukostrachom" pozytywnej oceny dać nie mogę. Ten film nie ma praktycznie prawa podobać się osobom, które nie lubią książki, a nawet ci którzy sobie ją cenią mogą się bardzo do niego zrazić. Jedynym sposobem by mieć inne zdanie było chyba katowanie tego filmu w latach 90tych na kasetach VHS. Wtedy może z powodu sentymentu miałoby się względem niego inne odczucia.
|
|
 |
Autor: ingo Ocena za film: 3/10 Ocena za ekranizację: 7/10
|
|
|
Dodaj swoją recenzję
|
|
|
| | | |
| |
|