|
|
| |
Choć "ten pierwszy raz" podobno powinno pamiętać się do końca życia ja właściwie nigdy nie mogłem sobie przypomnieć czy to "Czwarta po północy" czy "Miasteczko Salem" było tą książką od której zacząłem wieloletnią przygodę z Królem. Jednak nawet gdyby pierwszym był ten zbiór czterech nowel (w co raczej wątpię) to mimo wszystko to właśnie książka o wampirach sprawiła, że zakochałem się w historiach, które przez kolejne wiosny mego życia opowiadał mi pan King.
Po raz pierwszy przeczytałem ją w okresie gdy byłem jeszcze nieokrzesanym, zbuntowanym młodzieńcem, który właśnie rozpoczął naukę w liceum ogólnokształcącym i zaczytywał się w kiczu z najniższej półki (Guy N. Smith) od czasu do czasu sięgając po ten z troszkę wyższej (Graham Masterton). Pamiętam, że książki Kinga znałem wtedy tylko z prymitywnych katalogów, które systematycznie przysyłała mi pewna księgarnia. Ceny były strasznie kuszące i aż się łza kręci w oku, że człowiek nie skorzystał wtedy z wszystkich propozycji (niestety wolałem czytać "Smithy" za 1,50 PLN).
To, że wreszcie sięgnąłem po tą pozycję, a w konsekwencji przeżyłem jak na razie dziesięć lat wspaniałej przygody, zawdzięczam dwóm czynnikom. Pierwszym był kolega z klasy, który wtedy sam zaczytywał się w tej książce (niestety ja nie przekonałem go do następnych "Kingów":) a później zarówno książkę jak i film obdarzyliśmy swoistym kultem. Drugim była niezmiernie kusząca cena (1,80 PLN). Szkoda tylko, że książka rozpadała się po pierwszym przeczytaniu:(
Jeżeli chodzi o treść powieści to zarzuty jakie kieruje się pod jej adresem są tak odmienne, że trudno je nawet jakoś posegregować. Część fanów horroru uważa, że King trochę przynudza (podobno szczególnie jeżeli chodzi o początek). Cóż jak czytałem gnioty Smitha też mi się wydawało, że tutaj akcja się troszkę wolniej rozwija. Nic w tym dziwnego. To literatura nieco wyższych lotów. Inni z kolei stając po przeciwnej stronie barykady zarzucają książce, że jest bardziej "prosta" niż typowe książki Króla (że niby widać młodzieńcze niedociągnięcia). Niestety z tym stwierdzeniem również nie mogę się zgodzić. Książkę czytałem jak dotąd trzy razy i nie uważam jej za prymitywną. Mogę wam również obiecać, że ani chwili się przy niej nie nudziłem. Gdyby było inaczej na pewno nie wracałbym do niej tak często. Czytanie za każdym razem sprawiało mi ogromną przyjemność.
Jedyny zarzut jaki można mieć to spore podobieństwo do innej wampirycznej powieści - "Draculi" - jednak King nigdy nie zaprzeczał, że wzorował się właśnie na tej książce. Dla mnie jest to jedna z lepszych historii jakie Król nam do tej pory zaprezentował. Mamy tu sporo straszenia, kilka niespodziewanych zwrotów akcji i... postacie, które odegrają jeszcze bardzo ważne role w obronie Wieży:). Jedyne do czego miałem zawsze drobne zastrzeżenia to końcówka. Gdy czytałem to pierwszy raz odniosłem wrażenie, że King zapędził się w ślepy zaułek i sam nie wiedział jak zakończyć tą historię.
Mimo wszystko bardzo lubię tą książkę i jeżeli jest jeszcze ktoś kto jej nie czytał to gorąco mu polecam.
|
|
 |
Autor: Mando Ocena: 10/10
|
|
|
| |
Mieszkańców małego miasteczka, obecnego w prozie Kinga, poznałem stosunkowo późno. Przed odwiedzinami w Salem, miałem już za sobą m.in. bal z uroczą Carrie White, do tego wraz z szeryfem Pangbornem zajrzałem do 'Sklepiku z marzeniami', a z Johnem Coffey'em przeszedłem drogę zwaną 'Zieloną Milą'. Dlaczego wcześniej nie wpadłem do Jerusalem? Prawdę mówiąc nawet sam nie wiem; chyba po prostu nie dostrzegłem tego tajemniczego miasteczka na mapie. Niestety - moich spóźnionych odwiedzin nie mogę zaliczyć do szczególnie udanych...
Fabuła w ogóle mnie nie zachwyciła. Historia tu opowiedziana wydała mi się płytka, mało zaskakująca i co najważniejsze - nie trzymająca w napięciu. Sami zresztą zobaczcie - nagle, w maleńkiej mieścinie, pojawia się wampir, który stopniowo zniewala społeczność. Do walki z nim staje pisarz, który wraca do Salem, gdzie spędził dzieciństwo, aby napisać powieść. W "krucjacie" pomagają mu: nauczyciel, lekarz, ksiądz, artystka i mały chłopiec. Nie brzmi to interesująco, prawda? I niestety, tak jest przez całą powieść. Daleko mi było od śledzenia przygód bohaterów z zapartym tchem. King wielokrotnie z prostego pomysłu wyciskał wszystko co się dało i pokazywał jak należy pisać wspaniałe książki bez szczególnie genialnego zapatrzenia na fabułę (widoczne jest to np. w 'Wielkim Marszu', czy w minipowieści 'Ciało'). Tutaj, czegoś takiego nie dostrzegłem. Momentami miałem wrażenie, że czytam "taniego" pisarza, a nie kogoś okrzykniętego mianem Mistrza.
W żaden sposób nie potrafiłem się zachwycić przedstawioną walką bohaterów z wampirami.
Warto przyjrzeć się klimatowi książki. W końcu King słynie z tego, iż potrafi wykreować niezwykłą atmosferę, charakterystyczną tylko i wyłącznie dla jego dzieł. Na szczęście jest obecny i jest prawie tak samo dobry jak ten, w napisanym szesnaście lat później, 'Sklepiku z marzeniami'. Podobają się zwłaszcza momenty, opisujące miasteczko, jako żyjącą, myślącą i czującą istotę. Dość długi wstęp, również obecny w powieściach autora ('Cmętarz zwieżąt'!) - nie przeszkadzał. W pewnym sensie nawet ustawił powieść. Szkoda tylko, że, przybliżana w poprzednim akapicie fabuła, nie jest na tym samym poziomie co klimat.
Zwróciłbym także uwagę na kolejną, istotną dla niemal każdej książki sprawę. Mam tu na myśli oczywiście dialogi. Z pewnością, większość fanów Kinga przypomni sobie w tym miejscu, błyskotliwe, cięte, po prostu niezwykłe rozmowy między zawodnikami z 'Wielkiego Marszu', czy też Charlie z ojcem w 'Podpalaczce'. 'Miasteczko Salem' nie obfituje w tak wyraziste wymiany zdań. Nie czuć w nich "kingowego" pazura. A szkoda, gdyż w niektórych miejscach zmarnowano naprawdę duży potencjał. Chodzi mi tu przede wszystkim o rozmowy między Benem, a Mattem - swego rodzaju uczniem i mistrzem. Brakuje im magii, polotu, czegoś z czego moglibyśmy je zapamiętać. Jedyne co autora w miarę usprawiedliwia, to fakt, iż książka pochodzi z początkowej fazy twórczości. Jednak z drugiej strony, wspominany parę linijek wyżej 'Wielki Marsz', był pisany mniej więcej w tym samym czasie...
Spójrzmy również z nieco bliższej odległości na osoby, które tworzą Salem: jego mieszkańców oraz kilku przybyszy. Także i tutaj mam pewne zastrzeżenia. O ile postaci Bena, Jimmy'ego, ojca Callahana, czy choćby Susan i Strakera są w pełni do zaakceptowania (albo, jak kto woli - czuć, że oni "istnieją"), nie mogę tego napisać o pozostałych. Matt Burke, nauczyciel angielskiego, który na początku wydał mi się najbardziej interesującą postacią (z pewnością pomogło to, że King sam był kiedyś anglistą) w późniejszym etapie został nieciekawie pokierowany przez autora. Z dnia na dzień staje się ekspertem od wampirów... - "tanie". No i Mark. Wiele osób często wspomina, że drażni je "dorosłość" dzieci w książkach pisarza. Mnie dotychczas to nie przeszkadzało; bez bicia przyznaję, że uwielbiam kreację Charlie ('Podpalaczka') oraz Trishy ('Pokochała Toma Gordona'). Mark natomiast został ulepiony ze złej gliny. Niejeden dorosły dostałby załamania nerwowego (żeby tylko tego...) po takich wydarzeniach.
A nasz dzieciak nie dość, że nie przeżywa szczególnie wielkiego rozstroju psychicznego, to jeszcze ma się niekiedy wrażenie, że najbardziej panuje nad sytuacją. Stanowczo zbyt dojrzały,a przez to nierealny. Jego postać bardziej sprawdziłaby się (i przy okazji znalazła zrozumienie) w komiksie. Natomiast "głównego" złego było za mało. Został nam przedstawiony głównie z rozmów bohaterów, dzięki czemu, miałem wrażenie, że jego znaczenie, jest momentami wyolbrzymione.
Na koniec zostawiłem chyba najważniejszy aspekt tej powieści - grozę. W końcu to głównie dzięki niej King zyskał sobie miano "króla horroru". Niestety, mnie książka nie przeraziła w żadnym momencie (no dobrze; niech będzie - pułapka z nożami była całkiem makabryczna. W dodatku jej skutek poznajemy z ust dziecka). Momenty, które miały przerażać bardzo często mnie po prostu rozśmieszały (np. przygoda w domu pogrzebowym, odnajdywanie wampirów). Na szczęście King w późniejszych latach nieco zmienił kierunek...
Z pewnością wielu zdziwiły te słowa krytyki. Mnie zresztą także: w sieci praktycznie nie widziałem negatywnych opinii o 'Miasteczku Salem'. Być może jest "coś" w tej powieści, co zachwyca i napawa grozą. Ja jednak tego nie odnalazłem. Ale może Ty, wędrowcze, znajdziesz czas i chęć by odwiedzić mieszkańców Salem? I może w przeciwieństwie do mnie, mieszkańcy jak i samo miasteczko bardziej przypadną ci do gustu?
|
|
 |
Autor: Spooky Ocena: 5/10
|
|
|
| | | |
| |
|