|
|
The Dark Tower: Gunslinger Born HC
|
"Człowiek w czerni uciekał przez pustynię, a rewolwerowiec podążał w ślad za nim". Tymi oto słowami Stephen King przedstawił milionom czytelników Rolanda - rewolwerowca, który niestrudzenie poszukuje tajemniczej Mrocznej Wieży, przemierzając po drodze ziemie pełne niebezpieczeństw, starożytnej technologii i śmiercionośnej magii. Teraz, w komiksach doglądanych osobiście przez samego Kinga, odkryta została przeszłość Rolanda! Seria ta - pełna wspaniałych rysunków Jae Lee i Richarda Isanove, w adaptacji asystentki Stephena Kinga, Robin Furth (autorki "Stephen King's The Dark Tower: A Concordance"), i ze scenariuszem Petera Davida - zagłębia się w początki dziejów Rolanda, i jest doskonałym wprowadzeniem w niewiarygodnie dopracowany świat Mrocznej Wieży; długoletni wielbiciele będą z zapartym tchem zagłębiać się w przygody, o których zaledwie napomknięto w powieści. Obejrzyjcie początki nowoczesnego klasyku literatury fantasy!
|
|
| Zeszyty w albumie: |
|
|
| Okładki: |
Jae Lee, Richard Isanove (wersja podstawowa)
|
|
|
|
| Rok wydania: |
Ilość stron: |
|
|
|
|
Dodatki: |
- Ralph Macchio - 'Of Mid-World and Marvel'
- List otwarty Stephena Kinga
- mapka Nowego Canaan i Baronii Mejis
- galeria wszystkich okładek do każdego zeszytu
- projekty postaci
- Sketchbook
- galeria obrazująca nakładanie kolorów na rysunek
|
Recenzje
|
|
|
Gdy tylko usłyszałem o pomyśle na komiks 'The Dark Tower' od razu zakochałem się w tym projekcie. Z każdą kolejną odsłoną byłem coraz bardziej zachwycony. Sam komiks miał kilka wad (od początku troszkę nie podobało mi się straszne uproszczenie kadrów i brak szczegółów w plenerach) jednak były to drobiazgi w porównaniu z plusami serii. Poszczególne zeszyty były wydane bardzo solidnie w porównaniu z innymi marvelowskimi seriami, posiadały grubszą okładkę, lepszy papier i bonusowe kilkanaście stron zapełnione wspaniałymi dodatkami. Prawdziwy rarytas dla fanów Wieży i Kinga. Marvel zatroszczył się aby zeszyty wchodzące w skład serii uczynić na tyle atrakcyjnymi, że będąc prawdziwym fanem nie wypadało czekać na wydanie zbiorcze i trzeba było kupować co miesiąc. Nie ukrywam, że sprawiało mi to ogromną przyjemność. Zawsze bardzo lubiłem Kingowe seriale, które dostarczały mi przyjemności na dłuższy czas. Po wydaniu 7 tomu sagi 'Mroczna Wieża' skończyło się wieloletnie oczekiwanie na dalsze części jedynego cyklu odcinkowego Kinga (choć tu można by jeszcze wspomnieć o sześciomiesięcznym czytaniu 'Zielonej mili' w częściach, w latach 90.) i dopiero komiks znów rozpoczął wspaniały okres dłuższej przygody z jedną opowieścią.
Zdaję sobie jednak sprawę, że są fani, którzy nie przepadają za tego typu rozciągnięciem w czasie i wolą poczekać nieco dłużej aby otrzymać wszystko na raz. Właśnie dla takich ludzi, prawie rok od premiery zeszytu #1, ukazało się zbiorcze wydanie albumowe zatytułowane 'Gunslinger Born Omnibus'. Mało jest fanatyków, którzy kupili zarówno zeszyty jak i album, ale mimo wszystko tacy maniacy istnieją. Do tej grupy należy między innymi niżej podpisany, który dzięki temu może porównać oba wydania i polecić niezdecydowanym w stronę, którego z nich powinni skierować swoje portfele. Plusy zeszytów wymieniłem już w pierwszym akapicie oraz w recenzjach poszczególnych numerów. Ich największym minusem natomiast (o czym jeszcze nie wspominałem) były okładki. Sam pomysł może i fajny (każdy zeszyt zdobiła sylwetka jednego z bohaterów), ale wykonanie raczej przeciętne. Drugi dodruk wyglądał bardziej jak wydanie kolekcjonerskie i tak naprawdę dopiero trzeci dodruk zdobiły świetne okładki pasujące do serii (niestety w tej szacie wyszły tylko dwa zeszyty). Wydanie albumowe zdobi okładka pierwszego zeszytu co jest chyba najlepszym rozwiązaniem (choć wolałbym by była to jakaś nowa grafika). Pozostałe okładki poszły precz, zastąpione ciekawymi szarymi grafikami otwierającymi każdy z siedmiu rozdziałów opowieści co prezentuje się naprawdę miło dla oka.
Czekając na wydanie albumowe liczyłem na sporo, ale prawdę mówiąc efekt końcowy przekroczył nawet moje oczekiwania. Nie spodziewałem się, że to zostanie wydane aż tak dobrze. Pierwsze co zaskakuje to miejscami nabłyszczana obwoluta ze świetnie dobranymi grafikami zarówno na okładkach jak i na skrzydełkach). To co znajduje się pod nią też prezentuje się bardzo ładnie. Jest to skórzana twarda oprawa z tłoczonym i pozłacanym logo "Stephen King's The Dark Tower" (podobnie jest z grzbietem). Wewnątrz również czekają nas wspaniałe zmiany. Papier jest lepszej jakości (choć już ten w zeszytach był bardzo dobry), jest grubszy, a dzięki temu kolory są jeszcze bardziej żywe. Czytany w ten sposób komiks naprawdę robi ogromne wrażenie. Wydanie to ma tylko jeden minus. Są to dodatki. Choć taka prawda, że początkowo miało ich w ogóle nie być, ale skoro już się ukazały to liczyłem na coś nowego. To co dostajemy, w porównaniu z tym co oferowały poszczególne zeszyty, jest natomiast średniej jakości. Wielka szkoda, że zabrakło choć jednego opowiadania Robin Furth. Teksty te były naprawdę bardzo mocną stroną zeszytów. Gdyby w Omnibusie wydano jakieś nowe opowiadanie, byłby to mocny argument do kupienia obu wersji komiksu. Wszystkie dodatki, jakie dostajemy były już rozsiane po wcześniejszych wydaniach. Są to: dwa listy otwarte Ralpha Macchio i Stephena Kinga, dwie mapki, galeria wszystkich ilustracji zdobiących okładki normalnych wydań, dodruków i wersji limitowanych (fajnie obejrzeć wszystko zebrane w jednym miejscu, mimo to dla mnie jest to jednak strata miejsca, szczególnie, że bez nałożonych napisów te grafiki prezentują się w większości słabo), projekty postaci dostępne wcześniej w Sketchbooku, szkice rysunków z różnych zeszytów oraz galeria obrazująca nakładanie kolorów na rysunek. Dla kogoś kto nie czytał wcześniej zeszytów to całkiem sporo, ale dla znających serię to jednak stanowczo za mało. Choć z drugiej strony, pamiętać należy, że album przeznaczony jest jednak głównie dla tych, którzy nie poznali jeszcze serii zeszytowej.
Wydanie zbiorcze dostaje ode mnie najwyższą ocenę. Kręciłem nosem przy dodatkach, ale sam przyznaję, że to już takie czepialstwo fanatyka. Album wydany jest naprawdę świetnie. Zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz prezentuje się kapitalnie. Tak czy inaczej nie umiem odpowiedzieć na pytanie czy warto dla niego zrezygnować z zeszytów. Album kusi wspaniałym wyglądem, ale czy sam wygląd może zastąpić kapitalną zawartość wcześniejszych odsłon serii? Ja na pewno nie zrezygnuję z comiesięcznego kupowania poszczególnych rozdziałów. Opowiadania Robin i reszta dodatków są zbyt cennym kąskiem dla fana Kinga by z nich rezygnować dla obwoluty i sztywnej oprawy.
|
|
 |
Autor: Mando Ocena: 10/10
|
|
|
Siedem zeszytów pierwszej serii The Dark Tower wydanych w jednym tomie, od strony edytorskiej robi duże wrażenie. Twarda oprawa, obwoluta, złote liternictwo na okładce, kredowy papier - czego więcej pragnąć? Trzeba powiedzieć, że za zrobienie komiksu wzięła się grupa entuzjastów twórczości Kinga, a i sam mistrz czuwał nad przedsięwzięciem. Jako dyrektor wykonawczy miał całkiem sporo do powiedzenia. Nie dziwi mnie to specjalnie, gdyż nazwisko twórcy Mrocznej Wieży jest samo w sobie gwarantem komercyjnego sukcesu.
Musze przyznać, że tą sielankę mąciła mi nazwa wydawnictwa, pod którego szyldem ukazał się The Gunslinger Born. A imię jego MARVEL. Ta firma kojarzy mi się ze wszystkim co najgorsze w komiksie, poczynając od fabuły, a kończąc na wykonaniu. Co by nie mówić jest to jednak ikona amerykańskiej popkultury, podobnie jak King. Parząc z tej perspektywy taki mariaż jest czymś naturalnym. Trochę szkoda, bo zamiast dobrego komiksu mogliśmy otrzymać dzieło wybitne. Na potrzeby komiksu historia została zaadoptowana przez Robin Furth. Trudno o lepszą osobę. Któż bowiem jest lepiej zorientowany w uniwersum Mrocznej Wieży niż autorka The Dark Tower: A Concordance. Notabene, osobista asystentka Kinga. Za narysowanie historii wzięło się dwóch rzemieślników: Jay Lee oraz Richard Isanove. Ten drugi był wprawdzie odpowiedzialny za nakładanie kolorów, ale w moim odczuciu wykonał równorzędną pracę w stosunku do rysownika.
W tym miejscu dochodzimy do sedna sprawy. Komiks ma dwie mocne strony: scenariusz i kolorystykę. Same rysunki i sposób kadrowania nie zachwycają. Z jednej strony mamy wielkie całostronicowe kadry, a z drugiej serie wąskich poziomych pasków ściśniętych na jednej stronie. Na tych horyzontalnych tasiemcach twórcy serwują nam przeważnie widoki głów postaci albo zbliżenia na twarze. Świat, w którym żyje Roland sprawia wrażenie bardzo sterylnego. Gdyby nie Isanove, to w większości kadrów mielibyśmy puste tła. To bardzo duże uproszczenie, spowodowane zapewne specyfiką serii (wydawanie kolejnych części w ustalonych odstępach czasu). Również dzięki jego technice na kartach komiksu obecny jest mrok. Twarze bohaterów wypowiadających swoje kwestie są bardzo często, całkowicie lub częściowo, skryte w ciemnościach. Styl Lee pozwolił Richardowi na bardzo dużą swobodę, ale też zepchnął samego rysownika na drugi plan. Ten komiks to przede wszystkim barwy i to one uzasadniają tak ekskluzywne wydanie.
Z punktu widzenia fana warto ten album zakupić. Jeśli zaś idzie o miłośnika tej sztuki, to już niekoniecznie. Dokonania amerykańskiego komiksu pozostają daleko w tyle za Europą, gdzie ta forma ociera się momentami o malarstwo. The Gunslinger Born, nie jest czymś przełomowym. To kawał solidnie wykonanej pracy. Na tyle, żeby przyciągnąć uwagę, ale nie zachwycić.
|
|
 |
Autor: Paweł Dranka(aka duel.at.kitanoji) Ocena: 7/10
|
|
|
|
| | | |
| |
|