|
|
The Dark Tower: The Long Road Home HC
|
Drugi album bestselerowego komiksu, zainspirowanego sagą Stephena Kinga 'Mroczna Wieża'. Rewolwerowiec Roland Deschain widział śmierć swojej ukochanej Susan Delgado. Wielcy Łowcy Trumny, którzy spalili ją na stosie, ścigają Rolanda i jego ka-tet, Cuthberta i Alaina. Przyjaciele zmuszeni są uciec na pustynię przed pościgiem morderczej grupy... podczas gdy Roland jest w śpiączce! Nie przegap kolejnego rozdziału sagi o Rewolwerowcu, którego poszukiwanie Mrocznej Wieży zatrzęsie podstawami rzeczywistości!
|
|
| Zeszyty w albumie: |
|
|
| Okładki: |
Jae Lee, Richard Isanove (wersja podstawowa)
Lee Bermejo (Amazon.com Exclusive Cover)
Jae Lee, Richard Isanove (Barnes and Noble Exclusive Cover)
Mike Deodato (Borders Exclusive Cover)
|
|
|
|
| Rok wydania: |
Ilość stron: |
|
|
|
|
Dodatki: |
|
Recenzja
|
|
|
Od momentu gdy projekt 'The Dark Tower' wystartował, byłem wielkim zwolennikiem comiesięcznego kupowania pojedynczych zeszytów. Przed rokiem, recenzując pierwsze wydanie zbiorcze, Marvel zabił mi sporego ćwieka. Album powalał wyglądem i jakością, ale zeszyty miały tak niesamowicie atrakcyjną zawartość, że ciężko było zrezygnować z jednej z tych wersji na rzecz drugiej. W tym roku chyba jestem już w stanie skłonić się ku jednej z nich... i będzie to zbiorcze wydanie albumowe.
Niestety, to co stanowiło największą atrakcję wydań zeszytowych, czyli dodatki, od drugiej serii zostało dość mocno okrojone. Szesnaście bonusowych stron zmniejszono aż o połowę, pozostawiając ich tylko osiem, a i to raczej na przeciętnym poziomie. Szkicownik siłą rzeczy stał się tylko zbiorem miniaturek, zdecydowanie zbyt często dorzucano materiały od dawna dostępne w internecie lub w płatnym dodatku do mini-serii (End-World Almanac), a jedyne co pozostało na niezmienionym poziomie to opowiadania Robin Furth. Śmiało można powiedzieć, że jeżeli ktoś nie jest skończonym fanatykiem, to tylko te opowiadania mogłyby skusić go do zakupu pojedynczych zeszytów. Na plus tradycyjnych wydań można zaliczyć też znacznie lepsze okładki niż w pierwszej serii, jednak te znajdziemy również w dodatkach w wydaniu zbiorczym.
Co się tyczy albumu, to tym razem wiedziałem już czego się spodziewać, a tym samym nie było pierwszego szoku jak przy 'Gunslinger Born'. Zachwyty jednak pozostały do teraz, a już od przeszło 2 tygodni komiks leży na mojej półce. Najbardziej obawiałem się sporej różnicy objętościowej, ale trzeba przyznać, że obie pozycje prezentują się obok siebie znakomicie. W zasadzie prawie w ogóle nie widać aby drugi album był szczuplejszy. Jakościowo natomiast prezentuje się tak samo jak jego poprzednik. Twarda, skórzana oprawa ze złotym, tłoczonym tytułem. Miejscami nabłyszczana obwoluta, bardzo dobrze dopracowana graficznie (choć niestety tym razem zabrakło grafik na skrzydełkach). Papier lepszy jakościowo niż w pojedynczych zeszytach, a tym samym otrzymujemy bardziej żywe kolory.
Również z dodatków można być zadowolonym, a co ciekawe tym razem da się wygrzebać kilka drobiazgów, których nie było w zeszytach. Już na samym wstępie otrzymujemy list Ralpha Mucchio z czerwca 2008r. zatytułowany 'A Study in Crimson'. Końcowe bonusy otwiera natomiast mapka End-World dostępna wcześniej w zeszycie #5 i Almanacu. Następnie dostajemy galerię okładek i musze przyznać, że przez rok mój stosunek do tego rodzaju dodatków uległ diametralnej zmianie. W poprzedniej recenzji dość mocno to skrytykowałem, a w dyskusjach na forum nie pozostawiłem suchej nitki. Trzeba pamiętać, że ja cały czas patrzę z punktu widzenia fanatyka robiącego serwis Kinga. Przy pierwszej serii wszystkie te okładki znałem na pamięć, jednak teraz muszę przyznać, że i ja zaczynam się w nich gubić i z wielką przyjemnością obejrzałem całość zebraną w jednym miejscu. Choć szkoda, że zabrakło jedynego dodruku zeszytu #2. W pierwszym albumie okładek było znacznie więcej, a dodruki się znalazły (choć trzeba zaznaczyć, że nie wszystkie). Przyjemną ciekawostką jest też czarno-biała wersja kolorowego wariantu limitowanego zeszytu #2, ale nie bardzo rozumiem co ona tutaj robi skoro takiej okładki nie było. Miło zobaczyć coś dotąd nie publikowanego, ale trochę burzy to porządek tej galerii. Dalej mamy przeciętny dodatek z zeszytu #3 - 'Making of a Cover' - co jest trochę dziwnym wyborem zważywszy, że to bonus dotyczący konkretnego zeszytu. Następne 7 stron to szkicownik, a w nim zarówno wykorzystane jak i niewykorzystane prace ukazane w wersji mini oraz maxi (jedna strona po raz pierwszy w tak dużych rozmiarach). Na zakończenie mamy dwie strony komentarzy twórców, które również w wersji zeszytowej zamknęły serię.
Moje recenzje wydań zbiorczych ograniczają się w zasadzie tylko do oceny jakości i porównania albumów z zeszytami. Oceną historii opisanej w komiksach zajmowałem się na bieżąco przez ostatnie pół roku i teraz zostawiam to już innym. Ja mogę tylko napisać, że 'Long Road Home', zarówno pod względem treści jak i jakości wydania zbiorczego, zasługuje na najwyższą ocenę. Jeżeli ktoś kupował zeszyty to chwała mu za to, bo trzeba być masochistą by czekać na album, ale jeżeli się tacy znaleźli, a zapewne tak jest, to gorąco zachęcam wszystkich do zakupu. W tej chwili już ciężko nazywać siebie fanem 'Mrocznej Wieży' bez znajomości komiksów, które coraz bardziej rozbudowują uniwesum, a lepszej okazji zapoznania się z nimi, na razie nie ma co się spodziewać. Nawet jeśli kiedyś komiksy zagoszczą w Polsce to nie ma co liczyć na tak wspaniałą oprawę.
|
|
 |
Autor: Mando Ocena: 10/10
|
|
|
|
| | | |
| |
|