Stephen King
News
Biografia
Bibliografia
Filmografia
Komiksy
Ciekawostki
Artykuły
Wywiady
Mroczna Wieża
Książki
Komiksy
Ciekawostki
Wywiady
Galerie
Różności
Aktualności
Powiązania
Galerie
Plakaty
Tapety
Fragmenty
Rozrywka
Serwis
Aktualizacje
Sondy
Konkursy
Sklepik
Redakcja
Linki
Fandom
Fan Art
Kolekcje
Zjazdy
Imprezy
Wizyta Kinga
'Konkurs urodzinowy'
Konkurs nr 77
Serwis StephenKing.pl zaprasza wszystkich fanów Stephena Kinga do udziału w nowym konkursie organizowanym z okazji
siódmej rocznicy naszego serwisu
.
Sponsorzy konkursu:
-
Prószyński i S-ka
-
Rebis
-
DeAgostini
-
Świat Książki
Konkurs trwa 5 dni, od piątku 1 maja do wtorku 5 maja włącznie. Nie zapomnijcie podać swoich danych osobowych - będą nam potrzebne do rozesłania Wam nagród, i nie zostaną użyte w żadnym innym celu.
Odpowiedź wysyłamy bezpośrednio na adres:
stephenking.pl@gmail.com
Udział w konkursie i przesłanie swoich danych osobowych jest jednocześnie wyrażeniem zgody na ich przetwarzanie przez serwis StephenKing.pl w celach konkursowych, zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych z dn. 29. 08. 1997.
Nagrody i zwycięzcy
PIERWSZE MIEJSCE
Magdalena Piskor, Sandomierz
- Legendy
- Stephen King na wielkim ekranie
- Kto zabija najsławniejszych amerykańskich pisarzy?
- Z archiwum X: Chinga
DRUGIE MIEJSCE
Marzena Smurawska, Warszawa
- Legendy
- Kto zabija najsławniejszych amerykańskich pisarzy?
TRZECIE MIEJSCE
Damian Kruklis, Kętrzyn
- Stephen King na wielkim ekranie
- Z archiwum X: Chinga
Zasady konkursu
Znajdź jak najwięcej nawiązań do Stephena Kinga w prezentowanym poniżej opowiadaniu. Pozostawiamy sobie możliwość nieuznawania tych najbardziej naciąganych nawiązań, jednak silna i pomysłowa argumentacja pewnie będzie mogła nas przekonać. Wygrywa osoba, która wskaże najwięcej poprawnych powiązań. W przypadku braku pojedynczego lidera, zwycięzcy zostaną wylosowani.
Gabriel Augustyn "Plaśnięciostrachy" [
Pobierz
]
Poniżej prezentujemy oryginalny tekst z powiązaniami zaznaczonymi przez autora opowiadania. Zaskoczyliście nas mocno pomysłowością, ale "waszych" powiązań postanowiliśmy nie nanosić na tekst z tego powodu, że niemalże co drugie zdanie musiałoby dostać nowe znaczenie i drugie dno. Oczywiście wyłapaliście kilka pomysłowych powiązań, które nie zostały umieszczone tu celowo (dom na wzgórzu z 'Miasteczka Salem', zakrwawiona ręka z 'Carrie', gazy w rozkładających się zwłokach 'Gra Geralda', ciach-ciach z 'Serc Atlantydów' itd.) i mimo, że nie planowaliśmy przyznawać za nie punktów to jednak przekonaliście nas do tego :-) Za inne dziwaczne "nawiązania" nie przewidzieliśmy ujemnych punktów, jednak sam kołek, nóż, skrzynia dziecko czy piwnica nie jest nawiązaniem do twórczości Kinga, dopóki nie zostanie przedstawiony w konkretnej sytuacji.
Gabriel Augustyn
"Plaśnięciostrachy" (Stukostrachy)
Józef Niesiołowski nie mógł zasnąć.
Od kilku dni miał z tym problemy i momentami zastanawiał się, kiedy zacznie widzieć aury. (Bezsenność)
W pogrążeniu się w świat marzeń, przeszkadzał natłok myśli oraz kakofonia dźwięków napływająca zza okien. Wiatr dął w budynek z taką siłą, że szyby we framugach trzeszczały, a ściany wydawały się naginać pod jego wpływem. Do tego dochodził padający deszcz, którego krople uderzały o blaszane parapety domu.
Brakowało tylko żab spadających z nieba (Pora deszczowa)
.
Wsłuchiwał się w to wszystko z narastającym poczuciem osamotnienia - z tęsknotą za żoną Magdą oraz dwuletnim synem Kazimierzem.
Odwrócił się na prawy bok, zaciągając przy tym na głowę kołdrę, aby stłumić atakujące zewsząd dźwięki.
Pod grubą pościelą było gorąco jak na pustyni, a że nigdy nie ćwiczył khef, to po chwili włosy z czołem pokryły mu się potem (Mroczna Wieża I: Roland)
. Nie przeszkadzało to jednak Józefowi - liczyło się, że odgłosy stały się przytłumione, przez co mógł ponownie spróbować zasnąć.
Zamknął oczy, żeby pod powiekami ujrzeć twarz roześmianego syna oraz trzymającą go na rękach Magdę. Po raz kolejny żałował, że nie ma ich przy nim. Zaczął robić sobie wyrzuty z tego powodu, że postanowił przyjechać szybciej. Chciał przygotować dom na przybycie małego dziecka, które cały czas chorowało i nawet krótkie siedzenie w zimnie mogło wywołać kolejną infekcję. Przez to dogadał się z Magdą, że wyjedzie kilkanaście godzin wcześniej od nich.
Opuścił Szczecin w południe
19
listopada biorąc swojego odrestaurowanego
buicka 8
. Zapakował do niego walizki z ubraniami swoimi, żony i syna. Magda miała wyjechać następnego dnia rano drugim samochodem. Proponowała, że ruszy wieczorem, ale Józef się nie zgodził;
nie wyobrażał sobie jej jadącej w nocy w taką pogodę, jeszcze trafiłaby do jakiejś opuszczonej wioski, jak Gatlin o którym Niesiołowski kiedyś czytał (Dzieci kukurydzy)
.
Podróż zajęła mu ponad sześć godzin. Gdy dotarł do
Jeruzalem (Miasteczko Salem, Strzemiennego/Ktoś na drodze, Dola Jeruzalem)
- niewielkiej wsi oddalonej o trzydzieści kilometrów na południowy-zachód od Trójmiasta - ściemniało się już. Deszcz padał od dobrych trzech godzin, utrudniając jazdę.
Przemierzając główną drogę miejscowości ciągle nie mógł uwolnić się od jej uroku - fascynowały go starodawne domostwa, pozostałości po dworach, a także liczne kaplice oraz drewniany kościół w centrum. Trafił do Jeruzalem mniej więcej rok wcześniej podczas jednej z podróży służbowych do Gdyni. Do tej pory nie wiedział, dlaczego wybrał akurat taką drogę -
może kierowany był niewidzialną siłą jakiegoś promienia, która miała przywieść go w te okolice (Mroczna Wieża)
. Od pierwszego wejrzenia zapragnął tam zamieszkać. Niestety, wówczas interesy na to nie pozwalały. Jako współwłaściciel kancelarii prawniczej Niesiołowski &
Callahan (Miasteczko Salem, Mroczna Wieża)
(specjalizującej się głównie w wygrywaniu z lekarzami, co przyniosło im sławę na całą Polskę) musiał być na miejscu w Szczecinie.
Dopiero pod koniec tegorocznych wakacji pojawił się pomysł otworzenia filii w Trójmieście, z którego dostawali coraz więcej zleceń. Po długich rozmowach postanowił przenieść się w tamte okolice, aby rozporządzać poczynaniami zatrudnionych prawników. Jako miejsce zamieszkania wybrał Jeruzalem. Do filii kancelarii jechało się niedługo, a co najważniejsze - okolica była czysta, pozbawiona smogu, korków samochodowych czy
różnego rodzaju wykolejeńców z młotkami grasujących na ulicach (Człowiek, który kochał kwiaty, wzglednie pasuje też Lśnienie)
.
Wybrał dom na uboczu, stojący na wzniesieniu we wschodniej części wsi. W odróżnieniu od większości wybudowano go niedawno i nie wymagał gruntownego remontu. Była to parterówka z pięcioma pokojami, dużą łazienką, kuchnią, piwnicą oraz rozciągającym się z tyłu ogrodem. Z tego, co usłyszał od agenta nieruchomości, poprzednio należała do biznesmena, który pod trafił do więzienia...
Po dotarciu do nowego domu, włączył ogrzewanie, aby pomieszczenia wypełniły się przyjemnym ciepłem. Powykładał w lodówce zakupione po drodze produkty, rozpakował walizki oraz przygotowywał sypialnię dla syna - pozawieszał nad łóżeczkiem wirujące zabawki, a także rozłożył pościel, żeby zaraz po przyjeździe Kazimierz mógł kontynuować swoje ulubione zajęcie, czyli spanie.
Teraz, w siedem godzin po przyjeździe, Józef usilnie starał się zasnąć, ale z nieznanych powodów nie udawała mu się ta sztuka.
Od dzieciństwa miewał problemy ze spaniem w nowym miejscu i mimo, że wtedy obawiał się potwora z szafy, to jak widać w miarę upływu lat wcale się nic nie zmieniło (Czarny Lud)
. Może gdyby ten przeklęty wiatr z deszczem nie uderzałyby w szyby oraz parapety, to byłoby łatwiej.
Westchnął pod kołdrą, przewracając się jednocześnie na drugi bok. Zrobiło mu się za gorąco, więc odkrył głowę.
Odgłosy zaatakowały go z furią tak wielką, że Carrie mogłaby się od nich sporo nauczyć (Carrie)
. Spojrzał na cyfrowy zegarek stojący na szafce obok łóżka; wskazywał
2:17 (pokój 217 z Lśnienia, ale też suma daje 19)
. Pozostały czas do przyjazdu rodziny zdawał się Józefowi epoką, która będzie ciągnąć się w nieskończoność.
Nawet wieloletni pościg przez pustynie byłby przyjemniejszy (Mroczna Wieża I: Roland)
.
Znajdował się na granicy między jawą a snem, kiedy po raz pierwszy dotarł do jego uszu dźwięk odmienny od tych, które słyszał dotychczas. Było to przeciągłe plaśnięcie, jakby ktoś uderzył wilgotną ręką w ścianę. Otworzył klejące się oczy, obrzucając wzrokiem wnętrze ciemnej sypialni. Nie dostrzegł nic, oprócz cyfr wyświetlanych przez zegarek oraz rozmytych konturów mebli.
Oglądając pokój pogrążony w mroku, odnosił wrażenie, jakby patrzył na granice między wymiarami. W pewnym momencie poczuł nawet to samo, co musiał czuć Mike Enslin - strach przed nieznaną siłą, bytującą tuż za cienką linią rzeczywistości (1408)
.
Położył się na plecach nasłuchując. Deszcz padał za oknem, a każdej kropli towarzyszył podmuch wiatru. Już myślał, że to mu się przyśniło, gdy plaśniecie powtórzyło się. W odróżnieniu do dwóch znajomych dźwięków, ten pochodził ze środka domu, a dokładniej spod podłogi.
Niesiołowski zadrżał.
Zrobił głęboki wdech, chcąc uspokoić zaczynające galop serce. Dotychczas było mu ciepło, ale teraz wysoka temperatura panująca w domu opadła, wywołując gęsia skórkę na odkrytych fragmentach ciała.
Dodatkowo szczękał zębami, jakby miał zamiast nich jakąś gryziszczękę (Gryziszczęka). Zimno było tak dotkliwe, jakby wcale nie znajdował się w pokoju, a na powierzchni zamarzniętej wody, gdzieś między brzegami jakiejś cieśniny (Cieśnina).
Uderzenie powtórzyło się, lecz tym razem znacznie głośniej.
Usiadł w łóżku, rozglądając się na boki. Było za ciemno, aby wyłowić dokładny zarys czegokolwiek stojącego w pokoju. Sięgnął dłonią w kierunku szafki, aby zapalić lampkę nocną. Słabe światełko rozlało się po wnętrzu sypialni. Zobaczył znajome meble, kremowe ściany, telewizor z odtwarzaczem DVD
oraz książki, pośród których przeważały te autorstwa Stephena Kinga.
Spojrzał w stronę drzwi na korytarz. Tam również nie czaiło się nic, co mogłoby tak hałasować.
Uspokajał się, kiedy po raz czwarty nowy dźwięk doszedł do jego uszu. Tym razem na pewno wydobywał się spod podłogi. Nie zastanawiając się długo, wstał z łóżka, żeby sprawdzić co to takiego. Wyszedł na korytarz. Obawiał się tego, że spotka na nim jakąś przerażającą postać -
może klowna z pękiem balonów i ustami umalowanymi krwią (To).
Zapalił światło. Był sam.
Na wprost Józefa znajdowały się drzwi do piwnicy. Nie uśmiechało mu się tam schodzić, ale było to warte ceny spokoju.
Przełknął gęstniejącą ślinę i złapał za klamkę. W ułamek sekundy później pokonywał drewniane schodki.
Wyglądał trochę jak mały chłopczyk, schodzący na dół po coś, co kazał przynieść starszy brat (To)
. Jakiś inteligentny człowiek umieścił włącznik światła w ścianie na dole, przez co musiał poruszać się po ciemku. Schody trzeszczały. Chłód piwnicy owiewał ciało Józefa odziane tylko w slipki. Z pośpiechu zapomniał nawet założyć kapcie.
Postawił stopy na betonowej powierzchni piwnicy. Skręcił w lewo, gdzie powinien mieścić się włącznik.
- Halo, jest tu ktoś? - szepnął w mrok.
Nic nie odpowiedziało.
Zastanawiał się, jak daleko mieści się ściana od schodów, gdy uderzył w nią ciałem. Zawył z bólu, klnąc pod nosem. Wymacał dłonią znajomy kształt, po czym włączył światło. Sączyło się z nagiej żarówki na środku sufitu. Jeszcze nie zdążyli w niej nic umieścić, więc nie widział przetworów, narzędzi, czy
opakowań z żółwiem na wieczku (To).
Było pusto, jak w trumnie Gage'a (Cmętarz zwieżąt).
Stwierdził, że dał się nabrać wytworom własnej wyobraźni. Zgasił światło, oddalając się od ściany, poruszając się z powrotem w stronę schodów. Postawił bosą stopę na deseczce, przy czym zrobił głęboki wdech. Po kilku sekundach znajdował się przy wyjściu na oświetlony korytarz; wtedy plaśnięcie rozległo się po raz kolejny.
- Co jest do cholery? - wyszeptał.
Stanął wryty jak Dooley po zobaczeniu długaśnika (Historia Lisey)
. Zmobilizował się i wrócił do piwnicy, ponieważ dźwięk na pewno dochodził stamtąd.
Zapalił światło po raz drugi. Znowu nic nie zobaczył, a przecież był pewny, że to z piwnicy pochodził hałas. Nasłuchiwał, rozglądając się na boki. Już miał skapitulować, kiedy pod schodami dostrzegł niskie wejście do dalszej części piwnicy. Dziwne, plany nic o nim nie mówiły. Agent nieruchomości też o nim nie wspominał.
Przeszedł pod stopniami, schylając się odrobinę. Gdy przechodził przez wcześniej niewidziane wejście, poczuł dolatujący z głębin smród. Śmierdziało rozkładającymi się zwłokami, odchodami i gnijącymi przetworami. Skrzywił się, przełykając napływające do ust porcje żółci.
Umysł Józefa ogarniała panika.
A co jeśli tam coś jest i czeka na mnie?
Jeśli tam są szczury - masa szczurów - i istota potężniejsza od nich? (Cmentarna szychta)
Zdradliwa świadomość podsuwała kolejne scenariusze okropieństw, które mogły czaić się tuż za ścianą: morderca z zakrwawionym nożem w dłoni, demon o wyłupiastych oczach pozbawionych źrenic, duch zbłąkanej duszy zabitej w pobliskiej okolicy Myśląc o tym zrozumiał prawdziwą istotę horroru filmowego i książkowego. Doszedł do wniosku, że mają one przerażać nie podczas oglądania, a właśnie w takich chwilach - gdy jesteśmy sami w domu, a jedynymi towarzyszami są odgłosy padającego deszczu oraz wyjącego wiatru napierające na budynek; do tego dochodzą nowe, nieznane wcześniej dźwięki, przypominające brzmieniem dłoń całą we krwi uderzającą w ścianę/sufit.
Po tym, jak minął niskie wejście, przystanął w pół kroku. A właściwie dlaczego poprzedniego właściciela zamknięto w więzieniu? - zastanawiał się.
Obiło mu się o uszy, jakoby ten zabił żonę i jej kochanka, instruktora z pola golfowego (Skazani na Shawshank)
. Agent nieruchomości nie powiedział wiele na ten temat. Rzucił mimochodem, że aresztowali go 19 czerwca, a skazali jakoś niedawno. Nie podał jednak przyczyny. Józef - zafascynowany domem - nie pytał dlaczego. Logiczne więc było to, iż biznesmen musiał zrobić coś strasznego, bo gdyby było inaczej, to na pewno facet od nieruchomości nie uciąłby tak szybo tematu.
Rozbudowana wyobraźnia Niesiołowskiego od razu zaczęła utożsamiać drugie pomieszczenie w piwnicy, jako Pokój Kaźni Pana Biznesman. Prawie widział wykrzywioną w grymasie nienawiści twarz innego mężczyzny; w ręce trzymał rzeźnicki topór - albo, oczywiście, zakrwawiony nóż - który w równym tempie opadał na bezwładne ciało młodej dziewczyny, którą odpowiednio wcześnie zgwałcił; krew zalewała posadzkę, wnętrzności parowały, a z trzewi piwnicy dochodziły tylko jęki zadowolenia mordercy i kolejne ciach, ciach topora/noża
Potrząsnął głową, rozwiewając chore wizje. Zatrząsł się z zimna, przy czym rozejrzał się dookoła. Wbrew oczekiwaniom nie ujrzał plam krwi, ani pozostałości po ćwiartowaniu ciał zabitych kobiet. Trafił do zwykłego pomieszczenia, które oświetlała malutka żarówka zawieszona pod sufitem - widocznie połączono ją szeregowo z tą z pierwszej części piwnicy. Wnętrza różniło tylko to, że tuż za wejściem kończyła się betonowa wylewka, a zastępował ją nieprzykryty niczym piasek. Na samym środku leżał szpadel oraz kilka rozbitych słoików, z których wylały się jakieś przetwory.
- Jest tu ktoś?! - krzyknął.
Odpowiedział mu tylko wiatr, wdzierający się w jakąś szczelinę w ścianie, powodując świst.
Zimno zaczynało przeszkadzać Józefowi, więc masował dłońmi ramiona, aby choć trochę się ogrzać. Jądra schowały mu się w pachwinach tak wysoko, jakby chciały na dobre przeprowadzić się w okolice szyi. Dodatkowo, przez piasek w piwnicy, będzie zmuszony umyć sobie stopy po powrocie do góry.
Westchnął wyrażając w ten sposób swoją dezaprobatę.
Zaczynał znowu twierdzić, że dał się nabrać zmęczonemu umysłowi i jak głupi biegał po całym domu, szukając jakiegoś wyimaginowanego ducha plaszczącego w sufit. Dźwięk, jeżeli istniał, to na pewno pochodził stąd. Był to koniec piwnicy - po bokach oraz na wprost nie widział żadnych drzwi, tylko przeklęty szpadel oraz cuchnące przetwory.
- Nieźle, wystraszyłem sam siebie - powiedział odwracając się do wyjścia, a jego zachrypnięty głos wymieszał się z plaśnięciem; tym razem dochodziło spod ziemi.
Podskoczył, krzycząc przy tym.
- Kurwa mać! - zaklął; wydawało się Józefowi, że coś roześmiało się pod ziemią.
(O Jezu, czyżby Louis Creed tutaj zakopał swojego syna?) (Cmętarz zwieżąt)
Zawrócił ciało z powrotem w stronę wnętrza pomieszczenia. Trzęsąc się z zimna podszedł do szpadla, po czym podniósł go. Zauważył, że trzonek był nadgnity, ale reszta wyglądała całkiem nieźle. Podczas oglądania sfatygowanego narzędzia plask ponownie dotarł do uszu Józefa; był w stu procentach pewny, że odgłos wydobywał się dokładnie spod jego stóp. Coś chciało się wydostać na zewnątrz -
nie miał pojęcia czy był to kot, zakopany dzieciak, czy może mówiący demon. (Cmętarz zwieżąt)
Przełknął gęstniejącą ślinę. Postanowił przekonać się, cóż może powodować takie hałasy - wbił ostrą końcówkę w piasek.
Podczas pracy czuł się jak dłużnik skazany przez mafię na śmierć, który wykopywał sobie grób własnymi rękami. Przez wysiłek fizyczny przestało Niesiołowskiemu przeszkadzać zimo, ale świst wiatru ciągle docierał do uszu; do tego dochodziły te plaśnięcia, wzmagające się podczas powiększania dołu (mogiły).
Po dłużących się minutach uderzył szpadlem w deskę (wieko) jakiejś skrzyni. Z szybko bijącym sercem oczyścił ją z resztek piasku, aby zobaczyć, że jest to zbita domowym sposobem trumna, nosząca ślady krwi. Strach paraliżował Józefowi ruchy, ale dalej pracował; z niewiadomych przyczyn chciał dowiedzieć się, co (kogo?) ukryto w środku.
W końcu wyrzucił ostatnią grudę pisaku z grobu, a za nią również szpadel. Wyszedł poza obwód dołu, aby unieść wieko.
Dyszał niczym Charlie Puf-Puf (Mroczna Wieża)
, a myśli pulsowały tysiącem obaw przed nieznanym. Nie wiedział czego może się spodziewać: demona o ostro zakończonych kłach, zbuntowanej duszy uwięzionej pod stertą piasku, czy rozkładających się zwłok wykonujących najprzeróżniejsze sztuczki gimnastyczne pod wypływem nagromadzenia gazów i robaków
Schylił spływające potem ciało. Wyciągnął drżące palce prawej dłoni, kierując je do wieka. Słyszał jak coś wierci się w środku, plaska oraz skrobie palcami o deski. Nie dziwiło go to, że plaskanie wcześniej dochodziło spod ziemi aż do jego sypialni, ponieważ jak każdy człowiek w obliczu grozy zatracił możliwość racjonalnej oceny faktów.
Złapał za wierzch trumny, po czym uniósł do góry; buchnął mu w twarz odór zgnilizny. Widok, jaki czekał na Józefa Niesiołowskiego w wewnątrz, zmroził skórę oraz zatrzymał na chwilę serce.
W środku leżała mniej więcej trzydziestoletnia kobieta. Jej blond włosy zasłaniały górną część czaszki, aby niżej opadać po bokach, sięgając wypukłości niewielkich piersi. Miała na sobie białą suknie, przypominającą strój panny młodej - z nóg zwisały pantofelki w takim samym kolorze. Odkryte fragmenty ciała nie rozkładały się, a wręcz przeciwnie: prezentowały się żywiej niż skóra Józefa (a jednak mimo to czuć było swąd rozkładu). W szczególności policzki z pełnymi ustami emanowały czerwienią. Uśmiechała się do niego tak, że nie odsłaniała zębów.
- Witaj, piękny - odezwała się do Niesiołowskiego. - Już myślałam, że nigdy tu nie trafisz.
Józef nie odpowiedział, tylko zaskoczony wodził po sylwetce kobiety.
Chyba nawet Frannie Goldsmith nie była taka śliczna (Bastion)
. Badał wzrokiem całą jej postać, aż dotarł do szeroko rozwartych oczu.
Wówczas zatracił się do reszty - wpadł jak Rose w obraz (Rose Madder)
. Nie potrafił określić ich barwy, ale miały w sobie coś takiego, iż nie był w stanie przestać w nie patrzeć. Kobieta uśmiechnęła się, odsłaniając długie kły noszące ślady krwi.
W ułamku sekundy złapała go za nadgarstek.
Była silniejsza niż Shardik i jego pomocnicy razem wzięci (Mroczna Wieża)
. Jednym szarpnięciem wciągnęła Niesiołowskiego do trumny. Wylądował policzkiem przy jej czole - tak, że usta kobiety znalazły się przy jego szyi. Nie zdążył zaprotestować, kiedy wbiła mu zęby w tętnice. Ból trwał tylko chwilę, zaraz pojawiła się słodycz oraz obawa przed tym, że to wspaniałe uczucie może zbyt szybko minąć.
Zanim zamknął oczy zobaczył rzecz, która uszła jego wcześniejszej uwadze: z ramienia kobiety sterczał drewniany kołek. Nie przejął się tym jednak. Pogrążył się w słodyczy, poddając się bez walki. Zanim zemdlał, widział jeszcze przez moment twarz Moniki oraz ich syna, Kazimierza. Tym razem nie było tęsknoty, a coś, co można by nazwać głodem. Wampirzyca przerwała ssanie i zaśmiała się. Następnie wieko trumny opadło na leżącą parę, odcinając ich na jakiś czas od reszt świata.
KONIEC?
Bangor, Maine
19 czerwca 1999
Extra
Forum
Czat
Księga Gości
Zobacz
Wpisz się
Subskrypcja
StephenKing.pl
© 2002 - 2009
Wszelkie prawa zastrzeżone. Projekt i wykonanie
Mando, nocny, ingo