Stephen King

Lśnienie: Kubrick vs. Garris





Arcydzieło, obraz genialny, aktorstwo powalające na kolana oraz jeden z najlepszych horrorów w historii kina. To tylko część stwierdzeń używanych przez większość kinomaniaków na określenie kubrickowej wersji znakomitej książki "Lśnienie". Sam King nie przepada za tym filmem dlatego kilka lat później przyczynił się do stworzenia czegoś co z kolei wielu uważa za nic nie znaczącą tandetę.

Dyskusje na temat wyższości jednej wersji nad drugą toczyły się już w różnych serwisach internetowych, na różnych forach, czatach, komunikatorach czy też podczas zwykłych spotkań fanów. Obie wersje mają swoich zwolenników i, co najciekawsze, bardzo rzadko się zdarza aby jedna osoba była zadowolona zarówno z filmu kinowego jak i telewizyjnego. Kochając jedną ekranizację pałamy nienawiścią do tej drugiej. Film Kubricka i mini-serial Garrisa może skłócić nawet największych przyjaciół dlatego też ekranowe "Lśnienie" dołączyło do grona drażliwych tematów (takich jak religia czy polityka), a dyskusje na jego temat powinno się omijać szerokim łukiem.

Do napisania tego tekstu skłoniły mnie właśnie niekończące się rozmowy prowadzone z innymi zwolennikami Króla, wypowiedzi zwykłych zjadaczy chleba, lubiących gatunek horrorem zwany aczkolwiek niekoniecznie przepadających za samym Kingiem jak również inne tego typu analizy zamieszczone w przeróżnych serwisach internetowych, w większym bądź mniejszym stopniu związanych z panem Stephenem.

Dlaczego to zrobiłem? Ponieważ absolutnie nie zgadzam się z żadnym z epitetów, które wymieniłem we wstępie.


Czym tak naprawdę jest remake?


Na początku wyjaśnijmy sobie kwestię często myloną przez wielu odbiorców. Mini-serial Garrisa nie jest remakem filmu Kubricka. Co więcej jedna ekranizacja nie ma z drugą nic wspólnego. Jedyną tkanką łączącą obie produkcje jest książka Kinga. Garris nie nakręcił nowej wersji filmu z 1980 r. tylko stworzył kolejną (a jak się potem okazało, jedyną prawdziwą) ekranizację powieści Stephena Kinga.


Czym tak naprawdę jest "Lśnienie"?


Jest to historia człowieka, który nie potrafi poradzić sobie z odpowiedzialnością za rodzinę. Jest to opowieść o mężczyźnie, który przez swe problemy z alkoholem traci prace a następnie cudem unika rozstania z żoną. Prawdziwe "Lśnienie" to historia Jacka wykorzystanego przez hotel. Jacka, którego zgubił alkoholizm, ale uratowała wielka miłość do syna. Jacka, który stopniowo lecz nieubłaganie, przechodzi przemianę. I właśnie ta metamorfoza, spowodowana wykorzystaniem przez hotel słabych cech charakteru głównego bohatera, jest najważniejszą częścią tej historii. Mick Garris, tworząc swoją wersję książki nie zapomniał o tym. Efektem jego pracy jest genialna ekranizacja i wspaniały film. Co zrobił jego poprzednik? Kubrick zatrzymał tylko nazwiska bohaterów, tytuł, i ogólny zarys. Co się tyczy najważniejszej części tej historii, zmienił niestety wszystko. Stanley Kubrick wysłużył się tylko nazwiskiem Kinga, a w konsekwencji wyszedł mu film pod każdym względem gorszy od swego następcy.


Hotel Overlook




Miejscem akcji obu ekranizacji jest nawiedzony hotel Overlook. Kubrickową wersję hotelu na ogół wychwala się za to, że jest odpychający, budzący grozę i na swój sposób mroczny. Z kolei Garrisowi zarzuca się, że stworzył budynek ciepły, przyjazny i... zbyt mocno rodzinny.

W tym momencie czuję się zmuszony wyjaśnić dlaczego pokochałem twórczość Stephena Kinga. Powodów jest wiele, ale jednym z najważniejszych jest fakt, iż pisarz jako jeden z nielicznych potrafi stworzyć coś przerażającego z rzeczy ogólnie przyjętych za mało straszne. Na kartkach jego powieści oczywiście spotkamy takie wybryki natury jak wampiry, wilkołaki czy zombie lecz jest ich tyle co kot napłakał. King potrafi straszyć w bardziej wyrafinowany sposób przez co nawet ciepłe, przyjazne ognisko domowe może stać się areną przerażających zdarzeń. Oczywiście z odzwierciedleniem tego na ekranie była różnie jednak mimo to Garris poszedł tym tropem i osiągnął efekt rewelacyjny, a Kubrick... pozwolę sobie zacytować pewną bliską mi osobę: "jest to budowla w stylu wczesny Gierek, późny Gomułka. Jakoś nie wyobrażam sobie amerykańskich milionerów, którzy chcieliby tam spędzać wakacje". Aczkolwiek osobiście nie uważam aby był to jakiś wielki minus tego filmu.


Jack Torrance




Dochodzimy do najważniejszego punktu programu, którym jest główny bohater "Lśnienia" - Jack Torrance. Kim tak naprawdę jest ta postać wyjaśniłem na samym początku i nie ma sensu do tego wracać. Prawdziwego Jacka zagrał Steven Weber i każdy kto oglądał mini-serial miał okazje poznać tę postać bardzo dobrze. Czy się podobała czy nie to już indywidualna sprawa każdego odbiorcy. Jako, ze uważam się za fana Kinga i bardzo lubię opowieści jakimi raczy nas czytelników, dziękuję Weberowi za to co zrobił. Pokazał nam prawdziwego Jacka, który sam w sobie nie jest obiektem strachu. Co się tyczy jego poprzednika to napisze coś co zapewne spotka się ze sporym sprzeciwem większości kinomaniaków. Jack Nicholson zagrał zwykłego wariata. Zakładając, że w tym przypadku w ogóle można mówić o grze. Bardzo lubię tego aktora i uwielbiam większość filmów, w których występował, ale wskażcie mi choć jedną produkcję gdzie grał on postać, która nie byłaby lekko spaczona na umyśle. Ja sobie takowej nie przypominam. Oczywiście nie dziwię się temu. Nicholson ma ogromne predyspozycje do wcielania się w role szaleńców i chwała mu za to. W "Lśnieniu" również rewelacyjnie zagrał wariata. Tylko w tym przypadku coś się panu Kubrickowi pomyliło. W razie jakby ktoś nie pamiętał to przypominam, że Jack Torrance nie był wariatem! Nicholson zagrał człowieka, z którym od samego początku filmu było cos nie w porządku. Nie doświadczyliśmy tutaj żadnej przemiany. Jack był stuknięty podczas rozmowy o prace i równie dobrze mógł zabić całą rodzinę po powrocie do domu. Nie rozumiem czemu zwlekał z tym tak długo. Film wiele by na tym nie stracił a fani Kinga mogliby spać spokojnie.

Zwolennicy wersji Kubricka to właśnie rolę Nicholsona podają jako główny argument służący do wychwalania tego filmu. Przez wielu uważana jest ona za najlepszą kreację w historii horroru (czy nawet kina). Podczas gdy prawda jest taka, że Nicholson fajnie zagrał wariata... i to wszystko. A co się tyczy jego wspaniałego aktorstwa przygotowałem małą historyjkę obrazkową, którą na potrzeby tego tekstu nazwałem "Etapy rozwoju szaleństwa Jacka Torranca". Jeżeli po obejrzeniu jej nadal uważacie, że rola Nicholsona była genialna to chyba mamy odmienne pojęcie na temat dobrego aktorstwa.

Faza I: Jack jest normalny

Faza II: Pierwsze objawy wpływu hotelu

Faza III: Wyraźne objawy wpływu hotelu

Faza IV: Jack traci zmysły

Faza V: Hotel przejął kontrole nad Jackiem



Wendy Torrance




Wendy nigdy nie była dla mnie zbyt wyraźna postacią w "Lśnieniu". Czasami tak mamy, że jedną postać odbieramy lepiej a inną gorzej. Wendy jest dla mnie po prostu nijaka. Zwykła nie wyróżniająca się niczym kobieta, kochająca matka i cierpliwa żona. Prawdę mówiąc zaakceptowałbym prawie każdą aktorkę, która wcieliłaby się w tę postać. Niestety Kubrick zdecydował się na jedną z tych nielicznych, których strawić nie mogę. Shelley Duvall rani moje oczy, uszy (to przede wszystkim) oraz poczucie dobrego smaku. Rebecca De Mornay zagrała poprawnie i tego oczekiwałem. Wendy w wykonaniu Duvall jest postacią, o której chciałoby się jak najszybciej zapomnieć. Niestety nie jest to łatwe (i to na pewno nie zasługa dobrego aktorstwa).


Danny Torrance




Jedyny plus filmu Kubricka. Danny Lloyd, zatrudniony przez niego do tej roli, może nie powala na kolana, ale w porównaniu z chłopcem grającym w mini-serialu jest bardzo dobry. Courtland Mead w wersji Garrisa na pewno nie jest tak beznadziejny jak kubrikowa Wendy (o to raczej trudno), ale nie zmienia to faktu, że jest najgorszym punktem tego filmu. Męczący, krzykliwy i strasznie denerwujący. Mimo, że tak właśnie powinno zachowywać się dziecko ucieszyłbym się gdyby Garris zdecydował się na innego aktora.


Tony




Wymyślony przyjaciel niezwykłego chłopca w wersji Garrisa ukazany jest poprawnie. Nie są to szczyty możliwości, ale przywykłem do takich kwiatków w filmach telewizyjnych. Co się tyczy kretynizmu wymyślonego przez Kubricka (czy kto tam jest za to odpowiedzialny) to brakuje mi słów aby to opisać. Rozmowy z palcem to największy idiotyzm tego filmu i człowieka odpowiedzialnego za to powinno się srogo ukarać.


Podsumowanie


Wiele razy słyszałem, że jestem fanatycznie zapatrzony w Kinga i bezkrytycznie podchodzę do jego prac. Idąc dalej tym tropem podobno nie znoszę jakichkolwiek ingerencji w jego teksty. Korzystając z okazji dementuje te pogłoski. Owszem jestem fanatykiem, ale co się tyczy ekranizacji książek nie mam nic przeciwko zmianom. Powiem więcej, jeżeli są to ciekawe i uzasadnione zmiany to jestem jak najbardziej zwolennikiem takiego postępowania. Nawet jeżeli całkowicie wypaczone zostaje zakończenie. Taką sytuację mieliśmy w przypadku filmu "Nocne zło" czy też "Sekretne okno". Obie produkcje bardzo mi się podobały i oba zakończenia uważam za genialne, lepsze nawet od książkowego pierwowzoru. Innym przykładem jest "Uczeń szatana" czy choćby "Skazani na Shawshank". Są to filmy, które pomimo licznych zmian stawiam wyżej niż nowelki na podstawie, których zostały nakręcone. Uważam jednak, ze jakieś granice istnieją. Jeżeli reżyser decyduje się zrobić ekranizację książki (i nie ważne kto jest jej autorem) to oczekuje, że film będzie miał cokolwiek z nią wspólnego. Zdaję sobie sprawę, że książki Kinga rozsadzają ekran i dla dobra filmu cięcia są wskazane. Niestety Kubrick posunął się za daleko. Stworzył swoją własną wizje historii napisanej przez Kinga, wykorzystując tylko jego nazwisko, bohaterów i kilka motywów. Wypaczył całkowicie sens historii zawartej w książce a jako, że swoje dzieło nazwał ekranizację tejże książki nie jestem w stanie tego zaakceptować. Opowieść Kubricka jest zwykłym horrorem o szaleńcu, który nie wiadomo kiedy (i z jakiego powodu) zaczął wariować. Szaleńcu, który przez 2,5 godziny skacze po ekranie, racząc nas swoimi durnymi minami, aby na końcu umrzeć. Aktorstwo przeciętne, historia średnia, powiązanie z pierwowzorem żadne. Dla mnie jedna z najgorszych ekranizacji Stephena Kinga.

Konieczność zmian nie dotyczy produkcji telewizyjnych gdyż w tym przypadku ramy czasowe są znacznie szersze. Garris mógł stworzyć dokładną ekranizację książki nie pomijając żadnego szczegółu, ale nie to jest w tym filmie najważniejsze. Reżyser udowodnił niedawno filmem "Riding the Bullet", że potrafi bardzo dobrze przenieść tekst Kinga również na ekran kinowy wprowadzając bardzo dużo zmian. Ważne jest to, ze Garris potrafił odtworzyć na ekranie klimat książki i nie wypaczył historii napisanej przez Kinga. Nie jest to film idealny. Tutaj również znalazło się kilka rzeczy, które można było czymś zastąpić. Jedną z nich jest wspomniany wcześniej aktor grający Danny'ego. Do takich wpadek zaliczyć można również marne efekty specjalne (choć to raczej norma w przypadku produkcji telewizyjnych). Ożywiony wąż strażacki czy też biegające zwierzęta z żywopłotu są strasznie marne (żeby nie powiedzieć żenujące). W tym przypadku ukłon należy się Kubrickowi za jego labirynt. Oczywiście zwierzęta, dopóki się nie poruszyły, były znacznie bardziej przerażające, ale niestety... przyszedł taki moment, że zaczęły się ruszać. Nie jestem ślepo zapatrzony w twórczość Garrisa (która dla wielu jest tylko marną kalką tego co robi King). Bardzo lubię jego filmy, ale w nich również potrafię dostrzec błędy, które jestem w stanie skrytykować. Uważam jednak, że "Lśnienie" jest najlepszym jego filmem i zarazem najlepszą ekranizacją tekstu Kinga jaka kiedykolwiek powstała. Nawet gdybym jakimś cudem dał radę zapomnieć o książce to i tak mini-serial stawiam znacznie wyżej niż jego kinowy odpowiednik.


Szybkie porównanie


Wersja Kubricka Wersja Garrisa
Bardzo dobry horror, ale nic poza tym Bardzo dobry horror i rewelacyjna ekranizacja
Dobra reżyseria choć Kubrikowi się bajki pomyliły Garris jak zwykle rewelacyjny
Scenariusz to kpina z powieści Kinga Jak wyżej. Rewelacyjna ekranizacja
Jack Nicholson świetnie "zagrał" wariata Steven Weber pokazał nam kim naprawdę jest Jack Torrance
Shelley Duvall jest po prostu beznadziejna Rebecca de Mornay zagrała przyzwoicie
Danny Lloyd. Strasznie apatyczny ale mocny plus filmu Courtland Mead. Ten dzieciak jest straszny
Rozmowy z palcem największym debilizmem w tym filmie Tony jest przedstawiony przeciętnie ale znośnie
Muzyka i zdjęcia Muzyka i zdjęcia
Klimat jest niezły choć nie taki jakiego oczekiwałem Rewelacyjny klimat filmu
Ogólne wrażenie Ogólne wrażenie



PS. Do napisania tego tekstu skłoniły mnie różne czynniki. Jednym z nich był pewien artykuł, którym dość mocno się inspirowałem. Przeczytać możecie go tutaj. Jest to całkowicie odmienne spojrzenie na ten temat. Autora oczywiście pozdrawiam:)



Autor tekstu:
Mando



Komentarze innych redaktorów serwisu StephenKing.pl



W zasadzie nie pozostało mi nic do dodania, bo zgadzam się z każdym zdaniem jakie napisał Mando. Większość ludzi kochających kino wygłasza peany na temat filmu Kubricka zapominając zdaje się kompletnie (lub po prostu nie wiedząc), że jest to ekranizacja książki. A ekranizacją jest ten film bardzo marną. Nie wiele w nim książki a przecież w takich przypadkach jest to bardzo ważne, skoro rozsławia się swój obraz nazwiskiem pisarza i jego powieścią.

Nie potrafię obiektywnie spojrzeć na wersję Kubricka jako, że przez cały seans towarzyszyło mi jedno uczucie - wściekłość na reżysera za to co zrobił z jedną z najlepszych książek Kinga. Nie tym jest historia Jacka Torrance'a. W zasadzie, w filmie z roku 1980 w ogóle nie ma tej historii. Znerwicowany, nadpobudliwy facet mający dosyć swojej rodziny przyjeżdża do hotelu i nie wiedzieć dlaczego próbuje ją tam zabić... I koniec. Nie o tym jest 'Lśnienie'.

Taki stan rzeczy nie spodobał się autorowi 'Lśnienia' więc postanowił zrobić to jak należy, napisał scenariusz bardzo wierny książce i zlecił reżyserię człowiekowi, który doskonale czuje to co tworzy King. I współpraca ta wypadła wzorowo. Otrzymaliśmy znakomicie sfilmowaną powieść, fantastyczny klimat, dobre aktorstwo, świetnie przekazaną historię głównej postaci.

Porównujemy tu dwie ekranizacje ale tak na prawdę mamy do czynienia z jedną ekranizacją i i filmem na motywach. Ten drugi może ma swój klimat, świetną reżyserię, ma też Jacka Nickolsona, ale zabrakło pasjonującej opowieści. I głównie tym w moich oczach Kubrick przegrał z Garrisem.


Autor tekstu:
Nocny



Sprawę wyższości jednej ekranizacji nad drugą, każdy fan Stephena Kinga musi rozsądzić sam. Jest to jeden z tematów, który powinien trafić na 'czarną listę', ponieważ żadna ze stron nie przekona drugiej i zdecydowanie należy go unikać w środowisku fanowskim.

Osobiście preferuję film Kubricka, nie będę tego ukrywał, acz daleki jestem od stwierdzenia iż jest on wierną adaptacją powieści. 'Lśnienie' Kubricka to po prostu genialny film grozy, który w pewnej części oparty jest na książce Stephena Kinga. Natomiast mini-serial Garrisa pokazuje nam iż wierne nie zawsze znaczy dobre. To co sprawdza się na kartach powieści, przełożone na język filmu, może przynieść mizerny efekt. Kubrick widocznie lepiej to rozumiał i dlatego też poczynił pewne zmiany, ustępstwa. Garris postawił na wierną ekranizację i moim zdaniem się sparzył, jego 'Lśnienie' zatraciło gdzieś klimat powieści, i choć brzmi to paradoksalnie, mimo wszystko odnajdujemy ten klimat u Kubricka. Bliźniaczki, skąpany we krwi korytarz, redrum, czy też siekiera rozwalająca drzwi łazienki i radosny głos Nicholsona 'Here's Johnny!' - tak, siła przekazu wersji Kubricka jest niezaprzeczalna, przy niej mini-serial Garrisa wygląda jakby był zrobiony dla grzecznych chłopców.


Autor tekstu:
Pavel



Wiadomo, która wersja wygrałaby, jeżeli porównałoby się je, biorąc pod uwagę jedynie wierność oryginałowi. Na tym polu Garris nakręcił zdecydowanie lepszy film. Ale w tym przemyśle nie chodzi o to by tworzyć coś, co jest przeznaczone tylko dla grupki fanów powieści. Dany obraz powinien zainteresować również ludzi, którzy książki nie czytali, a tych jest na pewno zdecydowanie więcej. Z tego wynika, że zmiany w ekranizacjach są konieczne, dla uzyskania lepszego efektu. Kubrick pozmieniał sporo, ale zrobił to w sposób wręcz idealny. Udało mu się nakręcić film, który potrafi pozostać w umyśle widza na długo po zakończeniu seansu. Garrisowi niestety to nie wyszło. Jego wersja jest momentami zbyt nudna, rozwlekła. Osoba oglądająca zamiast skupiać się na filmie, zaczyna myśleć, kiedy zacznie coś się dziać, albo, co gorsze, kiedy to się w końcu skończy.

Jeżeli spojrzeć na te dwa obrazy, jak na dwa różne filmy, a nie jak na ekranizacje, to obraz Kubricka przewyższa mini serial Garrisa pod każdym względem. Lepsza fabuła, lepsze aktorstwo, lepsza reżyseria, lepsza muzyka, a nawet lepsze efekty specjalne. Kubrickowi udało się stworzyć film, który ogląda się świetnie, który może wydać się lepszy nawet od pierwowzoru, co jest naprawdę rzadko spotykane.


Autor tekstu:
Ingo



Rzadko się zdarza, że bardzo dobry film jest bardzo dobrą ekranizacją książki. 'Lśnienie' z 1980 roku jest rewelacyjnym horrorem, który potrafi wystraszyć i który oglądałem kilka razy z taką samą przyjemnością. Dla mnie na korzyść wypada to, że zasadniczo różni się od pierwowzoru literackiego. Nigdzie nie jest napisane, że ekranizacja musi być w 100% wierna książce. Kubrik zrobił świetny film mimo iż pominął sporo rzeczy. Nie chciałbym oglądać ani zwierząt z żywopłotu, ani wybuchu Panoramy... efekty z 1980 roku raczej nie pozwoliłyby na zrobienie tego tak, by nie budziło śmiechu. Jeżeli chodzi o klimat to uważam że film dorównuje książce.

Garris zrobił mini-serial wierny powieści Kinga, ale piekielnie nudny i oglądało mi się go fatalnie. Momentami miałem wrażenie, że robiony jest na siłę, ze zbytnią dbałością o wierność, co powodowało jego niepotrzebne wydłużenie. Jeżeli chodzi o aktorstwo, którego odbiór jest sprawą indywidualną wyżej stawiam wersje kubrikowską. Nie przeszkadza mi szaleńczo śmiejąca się morda Jacka. Natomiast aktorzy u Garrisa zupełnie mi nie pasowali, a i swoją grą pozostawili wiele do życzenia.

Serialu nie uznaję, mógłby dla mnie nie istnieć. Dla mnie jedyną słuszną wersją 'Lśnienia' jest ta nakręcona w 1980 roku.


Autor tekstu:
SickBastard



'Lśnienie' z roku 1980 stanowi z pewnością znakomity film grozy z naprawdę znakomitą obsadą. Dynamiczny, krwawy, pełen napięcia i niezapomnianych scen. Nie jest to jednak pod żadnym pozorem ekranizacja genialnej powieści genialnego autora. Wszak ekranizacja wbrew słowom mojego redakcyjnego kolegi MUSI (a przynajmniej powinna) być w 100% wierna oryginałowi. Jest to przeniesienie tekstu literackiego na ekran kina. Kubrick dopuścił się więc jedynie adaptacji. Wybornej, aczkolwiek nie mającej bez mała do czynienia z dziełem Stephena Kinga. Dopiero Mick Garris nakręcił 'Lśnienie'. Film, który w perspektywie ekranizacji i dobrego kin(g)a niemal pod każdym względem przewyższa potencjalny pierwowzór. Nie muszę już chyba podawać przykładów, gdyż bezbłędnie i znakomicie zrobił to Mando. I choć oba produkty są filmami z wyższej półki, tylko jeden ma prawo nosić miano "kingera".


Autor tekstu:
Rymek



:: Skomentuj artykuł





   Subskrypcja


StephenKing.pl © 2002 - 2009
Wszelkie prawa zastrzeżone. Projekt i wykonanie
Mando, nocny, ingo