|
|
Maglownice, czyli kilka słów o dziwnej serii
|
Stephen King jest najczęściej ekranizowanym pisarzem na świecie. Jednak oprócz takich perełek jak 'Skazani na Shawshank', 'Zielona mila' czy 'Stań przy mnie' powstała również cała masa filmów niższej kategorii. Wiele z nich nadal ogląda się z nieukrywaną przyjemnością mimo, że są to tylko produkcje klasy B, jednak niektórzy twórcy, podejmujący wyzwanie zekranizowania tekstu Kinga, zaserwowali nam prawdziwe koszmary. Życie fana nie zawsze usłane jest różami, lecz życie fanatyka to często bardzo trudny kawałek chleba. Nie raz przyszło nam przeżywać prawdziwe męki podczas projekcji filmu, tylko po to, by odhaczyć daną pozycję z listy ekranizacji, jako zaliczoną. Zmuszać się do oglądania marnego horroru niższej klasy to naturalne zjawisko, lecz zmuszać się do filmu podpisanego nazwiskiem "Stephen King", to rzecz niewybaczalna, choć niestety, z konieczności, dość często praktykowana.
Dodatkowym minusem ekranizacji niższych lotów, jest fakt, iż sporo takich projektów doczekało się swych kontynuacji, które z Kingiem mają już niewiele wspólnego. W serwisie StephenKing.pl przyjęliśmy zasadę, że dopóki nazwisko Kinga pojawia się w czołówce, opis filmu umieszczony zostaje na stronie, bez względu na to jak mało jest on powiązany z Królem. Zdarza się jednak, że nazwisko Kinga widnieje tylko na plakatach reklamujących dany obraz, albo, że jego tytuł, jest niebezpiecznie zbliżony do oryginalnego filmu. Dwa z trzech filmów wchodzących w skład cyklu 'Mangler' nie mają absolutnie nic wspólnego z osobą Kinga, jednak na świecie są one z nim kojarzone i choćby tylko po to, aby ostrzec przed nimi potencjalnego widza, należy im poświęcić kilka zdań.
|
Od czego się wszystko zaczęło?
|
Cała historia rozpoczęła się na początku lat siedemdziesiątych, gdy młody, nieznany jeszcze światu, Stephen King, pracował w pralni przemysłowej za 60 dolarów tygodniowo. Wtedy to przyszła mu do głowy opowieść o nawiedzonym maglu. Ostatecznie tekst ten został napisany i ukazał się w grudniu 1972 roku w magazynie "Cavalier". Parę lat później, gdy autor miał już za sobą kilka sporych sukcesów, Stephen postanowił wydać swój pierwszy autorski zbiór opowiadań - 'Nocną zmianę'. I tak oto szersze grono czytelników mogło zapoznać się z historią prasowarko-składarki automatycznej Hadley-Watson Model-6. O walorach artystycznych tego tekstu można by dyskutować długo, jednak nie ma żadnych wątpliwości, że jest to jedno z mniej ambitnych opowiadań Kinga. Nawiedzony magiel i mordercza lodówka to nie jest coś, za co można wielbić pisarza. Tak czy owak tekst ten wyszedł spod pióra Kinga i trzeba było go zaakceptować. Niestety znaleźli się na świecie ludzie, którzy postanowili, że nie dadzą nam o nim łatwo zapomnieć.
|
Magiel trafia na duże ekrany
|
"Jest los gorszy od śmierci". Z takim oto hasłem reklamowym 3 marca 1995 roku trafił do kin w USA film 'The Mangler' (w Polsce wydany po tytułem 'Maglownica'). Zdecydowana większość osób, która obejrzała ten film, hasło reklamowe zrozumiała zaraz po zakończeniu seansu. Dla nich to właśnie te 106 minut spędzone z najnowszym filmem Tobe'a Hoopera mogło być owym losem gorszym od śmierci. Wydawało by się, że takie nazwiska jak Robert Englund, Stephen King czy wspomniany reżyser - Tobe Hooper - występujące w jednym projekcie, są w stanie zapewnić co najmniej przyzwoitą rozrywkę. Niestety tak się nie stało. Zarówno krytycy, jak i widzowie byli zgodni, co do oceny tego obrazu. Szmira jakich mało.
Beznadziejny scenariusz (scenarzyści sporo musieli dodać od siebie do opowiadania Kinga, ze względu na długość filmu). Bardzo słabe aktorstwo. Zarówno Englund jak i Ted Levine nie pokazali nic dobrego. O reszcie obsady nie warto nawet wspominać. Kiczowate efekty specjalne (o zgrozo! Chodzący magiel pozostaje na długo w pamięci). To wszystko sprawiło, że film w amerykańskich kinach poniósł porażkę, a w Wielkiej Brytanii trafił bezpośrednio na rynek video. Niby 'Maglownica' posiada same minusy, ale gdyby podejść do tego obrazu z odpowiednim nastawieniem, to można nawet stwierdzić, iż jest to całkiem udany film klasy B. Niżej podpisani tak właśnie zrobili i tak właśnie uważają. Cóż możemy poradzić na to, że za każdym kolejnym razem oglądamy ten film z przyjemnością? Dostarcza on nam odpowiedniej rozrywki, czyli tego, co filmy klasy B dostarczać powinny.
Ostatecznie otrzymujemy dwie grupy widzów. Ludzie dzielą się na tych co mieszają 'Maglownice' z błotem (zdecydowana większość) oraz tych, którzy obraz ten cenią właśnie za kiczowatość i klimat starych filmów niższej klasy wypuszczanych bezpośrednio na kasetach video, z którymi wiążą się niejedne bardzo miłe wspomnienia. Naszym zdaniem warto ten film obejrzeć, oczywiście z właściwym do tego podejściem. Na koniec można wspomnieć o jeszcze jednym haśle promującym film Hoopera. "Szczytowa opowieść grozy właśnie się zaczyna". Taaak... Niestety 'The Mangler' nie jest jedynym filmem z Maglem w tle. Faktycznie okazało się, że był to dopiero początek...
|
Mangler 2: Graduation Day (a.k.a. Virtual Death)
|
26 lutego 2002 roku światło dzienne ujrzał film 'The Mangler 2'. Na szczęście nie trafił on na wielki ekran, tylko od razu do wypożyczalni video, co pozwalało przypuszczać, że nie będzie to film najwyższych lotów. A prawda jest taka, że tego filmu nie da się praktycznie oglądać. Tu już nie ma nawet mowy o kinie klasy B. Skoro już trzeba go gdzieś zakwalifikować, to Ż klasa byłaby najlepszym rozwiązaniem. Wielu nieszczęśników, którzy obejrzeli ten film, stwierdza na poczekaniu, że jest to najgorszy film, jaki w życiu widzieli. Począwszy od scenariusza, którego praktycznie nie ma, poprzez efekty specjalne, których praktycznie nie ma, skończywszy na grze aktorskiej, której praktycznie nie ma, wszystko w tym filmie jest fatalne. O cokolwiek nie spytacie, czy to o muzykę, dialogi, charakteryzację, my odpowiemy, że wszystko to jest wykonane beznadziejnie. Gdy ostatecznie na ekranie pojawił się tekst "Zostałeś zmaglowany", nie wiedzieliśmy czy śmiać się, czy płakać.
Dlaczego więc zajmujemy się tutaj tym "dziełem"? Otóż dlatego, że jakiś sprytny producent wymyślił, że można to wydać jako kontynuacja filmu na podstawie prozy Stephena Kinga. Jeżeli umieści się nazwisko autora na okładce, to na pewno ktoś to obejrzy i nawet mogą być z tego jeszcze jakieś zyski. Tylko jak sprawić, by historię o paru uczniach (pozostawionych za karę w super nowoczesnej, skomputeryzowanej szkole), którzy postanawiają zemścić się na złym dyrektorze (w tej roli całkiem dobrze znany Lance Henriksen (dlaczego??!!)) wpuszczając do systemu wirusa, przejmującego kontrolę nad budynkiem i zaczynającego zabijać ludzi znajdujących się w nim, podciągnąć pod historię o maglownicy? Och, nic prostszego.
Wystarczy nazwać ów wirus 'Magiel' (w dodatku wersja 2.0). Teraz każdy widzi, jakie jest nawiązanie do części pierwszej, a co za tym idzie do tekstu Stephena Kinga. Najzwyczajniej w świecie go nie ma. Fanatykom pozostaje natomiast wziąć się w garść i poświęcić te 97 minut po to tylko by można było powiedzieć: Obejrzałem kontynuację 'Maglownicy'. Co ciekawe, ten film wcale nie musiał być aż tak fatalny. Na początku zatrudniona była zupełnie inna ekipa. Pojawiły się nawet plakaty (patrz obok), a na nich nazwiska takich aktorów jak Andrew McCarthy (późniejszy doktor Hook z serialu 'Szpital Królestwo') oraz Malcolm McDowell. Nawet aktorki widniejące na wspomnianym plakacie, wyglądały o niebo lepiej, niż te, które ostatecznie znalazły się w obsadzie filmu (tak, w 'Maglownicy 2' nie ma nawet tego, co charakteryzuje kiepskie horrory, ładnych dziewczyn).
Mogło się wydawać, że ten film zakończy, i tak żenujący już, występ magla na ekranie. Nic bardziej mylnego. Po trzech latach maglownica się odrodziła. A zrobiła to przybierając kolejną postać...
|
Mangler Reborn
|
Ostateczny upadek cyklu nastąpił 15 listopada 2005 roku. Coś co wydawało się absolutnie niemożliwe stało się faktem. Magiel po raz trzeci pojawił się na taśmie filmowej, ponownie omijając duży ekran. Tym razem chyba tylko najbardziej pokręceni fanatycy oczekiwali na ten film, zastanawiając się, czym też może jeszcze zaskoczyć widza ta dziwaczna seria. Szybko okazało się, że twórcom i tym razem nie zabrakło fantazji. W wielkim skrócie jest to film o człowieku, który zajmuje się naprawą sprzętu domowego. W międzyczasie konstruuje na strychu swego domu, tajemniczą maszynę. Twór ten na pierwszy rzut oka może i przypomina magiel, ale po dokładniejszej analizie okazuje się, że jest to maszyna, zaopatrzona w ruchome ramiona, zakończone nożami, tasakami i wszelkiej maści ostrzami. Dodatkowe atrakcje to taśmociąg służący do transportu przyszłych ofiar, piła tarczowa oraz tunel odprowadzający poszatkowane zwłoki. I to w zasadzie główna atrakcja filmu. Reszta ogranicza się do następującego schematu: Hadley przyjmuje zlecenie, przyjeżdża do klienta, wali go młotkiem w głowę, a następnie wrzuca do maszyny. Potem cykl zaczyna się od nowa. Wszystko to bez jakiegokolwiek zagłębiania się w motywy postępowania szalonej "złotej rączki".
Schemat ten odrobinę urozmaicają Scott i jego ojciec Rick (w tej roli Reggie Bannister, znany ze wspaniałej, charakterystycznej kreacji w cyklu 'Phantasm', czyli kolejny przypadek niepotrzebnej skazy w życiorysie człowieka, który zapisał się całkiem dobrze w historii horroru). Mężczyźni włamują się do domu mordercy, omijają w ten sposób początek cyklu Hadleya (tym razem ofiary same przyszły do swego oprawcy). Dialogi prowadzone między ojcem i synem prezentują poziom leżący poniżej jakiejkolwiek dopuszczalnej granicy (dość długa rozmowa o papierosach podczas, której poznajemy bohaterów nie pozostawia nam cienia wątpliwości z jakim arcydziełem mamy tu do czynienia). Jednak to nie dialogi są najgorszą częścią tego obrazu. Aktorstwo głównego bohatera, który w zasadzie przez większość filmu gra ciałem, to ewenement nawet jeżeli chodzi o Maglownice. Pan-Z-Dziwnym-Wyrazem-Twarzy i jego mimika to chyba największa kpina tej produkcji.
Co się tyczy pozostałych składników, wchodzących w skład filmu, to zwyczajnie mamy tu powtórkę z części drugiej. Muzyka, zdjęcia, scenariusz, aktorstwo... wszystko to w zasadzie nie istnieje. Co więcej, tym razem w filmie (pomijając czołówkę) nie pada nawet słowo "Magiel", czyli (co wydawało się absolutnie niemożliwe) 'Mangler Reborn' ma jeszcze mniej wspólnego z głównym wątkiem serii niż jego poprzednik. Nazwisko Kinga nie znalazło się na plakacie promującym film, nie było go w napisach początkowych, zaś sami twórcy z góry uprzedzili, że obraz ten nie ma nic wspólnego z opowiadaniem Króla (choć oczywiście nie przeszkadzało im to, we wszystkich wywiadach poprzedzających premierę, fotografować się z gadżetami kingowymi w ręku). Dlaczego zatem zdecydowano się na podpięcie tego obrazu pod cykl (o zgrozo) utożsamiany ze Stephenem Kingiem? To pytanie raczej pozostanie bez odpowiedzi. Jedyną dobrą wiadomością jest fakt, że jak do tej pory film ten zamyka całą "trylogię".
|
Co zmagluje nam przyszłość?
|
Wydawałoby się, że nie ma nic głupszego niż ta seria. Wielu ludzi już po pierwszej części zamknęłoby projekt na zawsze. Druga odsłona natomiast, utwierdziła już chyba wszystkich w przekonaniu, że cykl 'Mangler' się na niej zakończy. W chwili obecnej nie można być już niczego pewnym. Najwyraźniej absolutna klapa poprzedników nie zniechęca ich następców. Poszczególne filmy wchodzące w skład cyklu nie mają ze sobą nic wspólnego jak również nie mają nic wspólnego z opowiadaniem Kinga. Ewentualna czwarta część może równie dobrze opowiadać o mordercy z maczetą jak i o grupie zombie. Historia nauczyła nas, że w przypadku tego cyklu wszystko jest jeszcze możliwe i każda opcja jest jak najbardziej prawdopodobna. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że 'Odrodzenie' było jednocześnie końcem serii o maglach, lodówkach, wirusach komputerowych i maszynach zabójcach.
|
 |
Autor tekstu: Ingo
|
Autor tekstu: Mando |
|
|
Informacje o omawianych filmach
|
|
| | | |
| |
Subskrypcja |
|