|
|
American Vampire vol.1 HC
|
Scenarzyści Scott Snyder i Stephen King przedstawiają w "American Vampire" nową odmianę wampirów - bardziej bestialski gatunek - i tropią ich rodowód przez dekady amerykańskiej historii. Ten pierwszy album w twardej oprawie zbiera uznane przez krytyków numery 1-5, przedstawiające dwie historie, jedną napisaną przez Snydera i jedną napisaną przez Kinga, obie narysowane przez supergwiazdę Rafaela Albuquerque.
Historia Snydera przedstawia Pearl, młodą dziewczynę żyjącą w latach 20tych XX wieku w Los Angeles, która zostaje brutalnie przemieniona w wampira. Podąża ona ścieżką słusznej zemsty na europejskich potworach, które torturowały i wykorzystywały ją seksualnie. W historii Kinga osadzonej w czasach Dzikiego Zachodu poznamy okoliczności narodzin pierwszego amerykańskiego wampira, Skinnera Sweet - silniejszej i szybszej istoty od jakiejkolwiek wcześniej widzianej przez wampira. Nie przegap tego jak Snyder z Kingiem rozniecają ogień w horrorze z ich wizjonerskim, całkowicie nowym podejściem do jednego z najpopularniejszych potworów! Oprócz tego ten piękny album zawiera nowy wstęp Kinga i dodatkowe rysunki, w tym szkice postaci, okładki wariantowe i więcej!
|
|
| Zeszyty w albumie: |
|
|
| Okładka: |
|
|
| Ilustracje: |
Scenariusz: |
|
|
|
Scott Snyder, Stephen King
|
|
|
| Rok wydania: |
Ilość stron: |
|
|
|
|
Dodatki: |
- 'Suck on This' - Stephen King
- 'Posłowie' - Scott Snyder
- galeria okładek wariantów limitowanych
- Scenariusz str. 12, 5, 27, 28 i ich czarno-białe wersje
- wstepne projekty okładek zeszytów #1 i #2
- galeria szkiców postaci
|
Recenzja
|
|
|
Po pierwszych informacjach na temat 'American Vampire' cieszyłem się, ale nie tak jak moi redakcyjni koledzy. Cieszyłem się, że powstaje kolejny komiks Kinga, bo lubię Kinga i lubię komiksy, ale sama tematyka umiarkowanie do mnie przemawiała. Lata 20-te nie są moim ulubionym okresem w historii Ameryki. Dziki Zachód to co innego, ale i tak na pierwszy plan wysuwała się tematyka, a nie ramy czasowe. I jakie powody by nie kierowały Kingiem, aby wracać do tego gatunku, dla mnie był to po prostu kiepski pomysł. Zgadzam się, że to co dzieje się z wampiryzmem w ostatnich latach jest bardzo złe, ale po stokroć, ten temat został już tak wyeksploatowany, że należy go zwyczajnie zostawić w spokoju. Wampiry przeszły już tyle transformacji, udziwnień, że bez względu na to czy kolejne przeobrażenia będą złe, bardzo złe, głupie czy... nawet dla odmiany ciekawe, nie są w stanie wywołać u mnie pozytywnych reakcji. A przynajmniej nie w fazie wstępnej, bo jak pokazuje przykład 'American Vampire' ostatecznie potrafię się jeszcze dobrze bawić śledząc losy kolejnych krwiopijców.
Już na etapie pierwszych materiałów promocyjnych zafascynowały mnie rysunki i cała oprawa komiksu. Po prostu uwielbiam okładki zdobiące poszczególne zeszyty. Dzielenie ich na dwie części odpowiadające podziałom samych komiksów jest świetnym zagraniem, a do tego dochodzi prosta kolorystyka wyróżniająca zarówno pojedynczy zeszyt jak i całą serię. Szczerze i pozytywnie zaskoczył mnie też brak nachalnego eksponowania na okładce nazwiska Kinga. Steve dołączył do ekipy gościnnie i choć stworzył całą spójną historię, która daje podwaliny do pozostałych serii, nie można nazwać go głównym autorem. Cieszy fakt, że wydawca też tak uważał. Czas jednak przejść do części właściwej i wziąć na warsztat konkretne wydanie komiksu. Album już na pierwszy rzut oka różni się od swych odpowiedników z Marvela czy Del Rey. Po raz pierwszy obwoluta nie jest nawet częściowo nabłyszczana, a wręcz przeciwnie, okładkę zdobi bardzo szorstki w dotyku papier. Jest to też pierwszy album z jasnym grzbietem, przez co dość mocno wyróżnia się na półce. Choć akurat grzbiet jest sporym plusem wydania, gdy oceniamy pod kątem pierwszego wrażenia. Sama okładka też jest nieco inna niż to bywało do tej pory. Zarówno front jak i grzbiet jest tłoczony, ale nie pozłacany, a całość jest tekturowa, a nie skórzana jak w Marvelu.
Właściwa zawartość komiksu prezentuje się wyśmienicie. Niesamowita oprawa graficzna, świetne strony początkowe, bardzo dobre karty otwierające każdy rozdział (tutaj wykorzystano grafiki okładkowe oszczędzając w ten sposób miejsca w dodatkach) no i genialne rysunki... Rafael Albuqerque wywiązał się ze swojego zadania w stu procentach, ale spory wkład w tę opowieść miał kolorysta. Pierwsza seria AV podzielona jest na dwie oddzielne historie rozgrywające się w całkowicie różnych okresach i to właśnie kolory odgrywają szalenie ważną rolę w kreacji tych światów. Bardzo dobrze udało się twórcom wizualnie rozgraniczyć te dwie opowieści. Z jednej strony jest to ten sam styl, ale subtelne różnice robią swoje. I muszę przyznać, że mi bardziej do gustu przypadła interpretacja historii Snydera. Co ciekawe, a nie jest to wcale takie oczywiste po pierwszych próbkach rysunków, AV to szalenie brutalny komiks. Panowie chcieli powrócić do najlepszych chwil tego gatunku i w pełni im się to udało.
Co takiego jest w samej opowieści, że jednak do mnie trafiła? Na pewno nie kolejne nowe spojrzenie na gatunek wampira. Choć trzeba przyznać, że te są całkiem ciekawe, a sama konfrontacja klasycznych krwiopijców z ich amerykańską wersją też wypada bardzo dobrze. Największy plus pierwszej serii to jej konstrukcja. Naprzemiennie śledzimy dwie historie, z których jedna podąża linią prostą przedstawiając nam losy Pearl, a druga często przeskakuje w czasie, aby w finale obie linie mogły się połączyć. Tak zaserwowana opowieść nie nudzi, jest różnorodna i ciekawa, a także, jakkolwiek źle by to nie zabrzmiało, lekka i przyjemna, a jednocześnie bardzo krwawa i brutalna. W połączeniu ze świetną oprawą graficzną sprawia to, że komiks czyta się sam. Dla fanów Kinga jest tu też kilka rewelacyjnych smaczków, w postaci oczywistych choć wcale nie tak rzucających się w oczy nawiązań, które także pojawiają się w scenariuszu Snydera. Co ciekawe, tak jak wizualnie, tak też i tu bardziej podobała mi się właśnie historia jego autorstwa.
Dla stałych czytelników zeszytowych wydań pozytywnym zaskoczeniem będzie garść dodatków. Album otwiera list Stephena Kinga z maja 2010 r., a zamyka posłowie Scotta Snydera. Dalej mamy galerię okładek wydań limitowanych (a trzeba zaznaczyć, że to także niesamowite prace!), scenariusz 4 stron wraz z ich czarno-białą dużą wersją, dwa wstępne projekty okładek do dwóch pierwszych zeszytów oraz 6 stron przedstawiających szkice postaci (a w tym zarówno wersje końcowe zaprezentowane także w Internecie jak i ich bardzo wstępne etapy). Za część bonusową album dostaje ode mnie naprawdę solidny kciuk w górę.
Na koniec krótko - polecam każdemu kto lubi dobre i nieprzekombinowane horrory obfitujące w sporo krwawych scen. Początkowo byłem sceptycznie nastawiony ale skusiłem się i ostatecznie tak mnie wciągnęło, że pozostałem z tytułem mimo późniejszego braku Kinga.
|
|
 |
Autor: Mando Ocena: 8/10 data: 24.02.2011
|
|
|
|
| | | |
| |
|