|
|
Cujo
|
W małym, cichym miasteczku Castle Rock pojawił się potwór: wygląda jak spokojny, przyjazny bernardyn, lecz w jego umyśle czai się szaleństwo. Stał się bezlitosną maszyną do zabijania - tym groźniejszą, że zupełnie nieprzewidywalną. Cujo robi rzeczy straszne, ale reakcje ludzi, wstrząśniętych jego bezwzględnością są nie mniej przerażające...
|
Okładka
|
|
Recenzja
|
Odkąd King wspomniał, że nie pamięta procesu tworzenia tej książki, 'Cujo' stał się ulubioną powieścią wszelkich recenzentów internetowych czy pismaków. Jednak patrzenie na nią przez pryzmat nałogu autora jest nie do końca słuszne. To nie jest tak, że Kingowi się na kilka miesięcy film urwał i nagle obudził się z wydaną książką. Po prostu przyjmował on wtedy trochę więcej alkoholu i narkotyków, ale przecież on pił przez cały okres wczesnej twórczości i wszystko co napisał w latach 70. i 80., napisał pod wpływem używek. Zapewne miesza mu się znacznie więcej faktów z tamtego okresu, a jednak panuje opinia, że to właśnie wtedy pisał najlepiej.
Osobiście nie miałem okazji jeszcze oceniać tej książki, ale niestety nie będzie to ocena jakoś przesadnie pozytywna. Kinga charakteryzuje to, że książki, które na pierwszy rzut oka wydają się prostymi horrorami, tak naprawdę opowiadają o ludzkich relacjach i znacznie głębszych dramatach. I tak przykładowo, 'Christine' na pierwszy rzut oka jest banalną historią o nawiedzonym samochodzie, a w rzeczywistości wspaniałą opowieścią o przyjaźni i miłości z horrorem w tle. Podobnie jest z wieloma książkami Kinga, którego z tej najważniejszej części jego twórczości obdarło kino tworząc z niego "króla horroru". Identycznie jest w przypadku 'Cujo'. Konfrontacja z wściekłym psem stanowi zaledwie mały ułamek powieści. Problem polega na tym, że w przypadku 'Cujo' ciężko jest powiedzieć o czym tak naprawdę traktuje ta właściwa część książki. Bo pierwsze o czym myślę to malinowe chrupki Zingersa. Do tego dochodzą raczej mało ciekawe problemy małżeńskie dwóch niemal identycznych rodzin. Oczywiście wszystko to ostatecznie dość sensownie układa się w spójną całość, co nie zmienia faktu, że początkowe 3/4 książki po prostu nudzi.
Miłym akcentem był dla mnie natomiast powrót do Castle Rock. Od tego miasteczka zaczynałem przygodę z Kingiem i przed erą 'Mrocznej Wieży' okręg Castle dostarczał nam najwięcej kingowych nawiązań. Wspaniale było tam powrócić i chyba właśnie tak należy tę książkę traktować, jako kolejny rozdział w kronice Castle Rock... a że to niezbyt ciekawe jest to już inna sprawa. Dodatkowym atutem 'Cujo' jest bardzo ważne wydarzenie w historii miasta, w którym powinno się jednak "uczestniczyć".
Jeżeli chodzi o interpretację Rocha Siemianowskiego to zostałem bardzo miło zaskoczony. Pan Roch czytał wiele książek dźwiękowych, ale ja do tej pory nie miałem z nim styczności. Pomijając pierwsze 2 min. 'Sagi o Wiedźminie', którą wyłączyłem właśnie przez pana Siemianowskiego. Tym samym niechętnie podchodziłem do 'Cujo', co jak się okazało było błędem. Interpretacja Rocha Siemianowskiego jest bardzo dobra, wykonanie na naprawdę wysokim poziomie (co ciekawe pierwszy raz nie słychać przekładanych kartek), a o całym wydaniu mogę śmiało powiedzieć, że jest to na razie najlepszy męski audiobook Kinga jakiego słuchałem. Szkoda tylko, że nie mamy do czynienia z jakąś lepszą książką, gdyż jest to zarazem niestety jedyny audiobook w wykonaniu pana Rocha.
Cieszę się, że ostatecznie sięgnąłem po stare kasetowe wydania Kinga. Absolutnie nie spodziewałem się takiego poziomu i pozostaje tylko żałować, że nowych wydań na płytach CD nie czyta dla nas ktoś taki jak Roch Siemianowski.
|
 |
Autor: Mando Ocena za książkę: 6/10 Ocena za interpretację: 9/10
|
|
|
| | | |
| |
|